The Girlfriend Experience (2009)

W roku 2009 Steven Soderbergh znów zahacza o temat polityki. Tyle tylko, że tym razem zmienia perspektywę. W roku minionym widział ją oczami rewolucji, historii i mitu; teraz widzi kryzys gospodarczy, historię najnowszą i ostatnie wybory w USA. Widzi to oczami ekskluzywnej dziwki. Dziwki granej przez młodziutką gwiazdę porno. Dobrze sie zapowiada, prawda? Niestety film jest nieudany.

Na wstępie piszę, że mniej więcej od 3/4 filmu widziałem go „na przewijaniu”. Zostawiłem sobie tylko 5 ostatnich minut, choć i one nie były tego warte.
Właściwie każdy element tego filmu to epic fail. Tematyka wielkich biznesów, problemów Ameryki u progu nowej prezydentury czy krach finansowy, pojawiaja się raczej w formie plam budujących tło, jakąś spójną koncepcję środowiska bohaterów i merytorycznie przypominają komentarze na portalach internetowych.
Życie dziewczyny do towarzystwa w wersji lux, pokazane jest bezpłciowo. Brak tu humorystycznego, luzackiego stylu choćby z serialu „Secret Diary Of A Call Girl„, brak też sensownej, poważnej analizy. Przemyślenia głównej bohaterki wyrażane są głównie przez minę zbitego psa, a samej sfery seksualnej też jest jak na lekarstwo (ale to akurat dobrze, bo mało kto potrafi kręcić takie rzeczy ze smakiem lub stylem). Sasha Grey, gwiazda porno zatrudniona do pierwszoplanowej roli dziwki, może i wykazuje umiejętność zrobienia „głębokiego gardła” dużym penisom (jak to w profilu Sashy wyczytałem), i może ostra z niej dziewczyna, jednak na ekranie wiele nie pokazuje. Ma pewien urok ale nic poza tym. Motyw związku call girl z instruktorem fitnessu, niby ciekawy, ale nic nie wnosi, do żadnych wniosków nie prowadzi. Sceny, ujęcia bezsensowne, dialogi płytkie, durne, i znów – bezcelowe. zaburzona chronologia dodatkowo drażni, i tak już zmęczonego widza.

Może kiedyś dam mu drugą szansę. Cierpliwie zmusze się do zobaczenia całości. Przeanalizuje to jeszcze raz. Obawiam się jednak, że nie ma tam czego analizować. The Girlfriend Experience jest zwyczajnie nieudany.