Audition / Gra Wstępna (1999)

Ostatnio magazyn Entertainment Weekly ogłosił listę dwudziestu najlepszych horrorów powstałych po roku 89′. Na czele listy znalazł się japoński „Audition Taakashiego Miike. Dla mnie osobiście bardziej pasował by tutaj „thriller” ale to już kwestia szczegółów. Ważne jest jedno: jeśli chcesz się bać – „Audition” nie jest dla ciebie; jeśli chcesz cycków i flaków – „Audition” nie jest dla ciebie; jeśli chcesz filmu, który buduje napięcie i igra z widzem do samego końca – „Audition” cię nie zawiedzie.

Osobiście uważam, że większość, lub nawet wszystko, co było powiedziane o tym filmie jest przesadą. Ludzie, którzy twierdzą, ze „Audition” to nudy, bezsens, afiramcja bezsensownej przemocy, są śmieszni. Ci, którzy twierdzą, że to film genialny, najlepszy horror, dzieło sztuki, są przeze mnie niezrozumiani, bo film Miike de facto niewiele do kina i do życia widza wnosi. Nie wiem też skąd stwierdzenie, że to film ultra-mocny, a scena końcowych tortur to jedna z najdrastyczniejszych scen w kinie wogóle. Nigga please, nawet hiciarskie „Bękarty Wojny” były bardziej krwawe, już nie mówiąc o „Antychryście” – żeby wspomnieć te najnowsze produkcje skierowane do kinowej publiczności.
Tak czy inaczej film na uwagę zasługuje. Zaczyna się poważnie i smutno lecz przez kolejną godzinę reżyser wprowadza wręcz sięlską atmosferę – bliski i ciepły kontakt ojciec-syn i poszukiwanie żony dla głównego bohatera, momentami wręcz w konwencji komediowej. Godzinne budowanie napięcia doprawiane jest powtarzającą się, statyczną sceną z telefonem, która jest zapowiedzią dalszych wydarzeń. Od połowy filmu akcja zaczyna się zagęszczać, bohater na własną rękę zaczyna układać fragmenty historii składające się na postać enigmatycznej dziewczyny, kuriozalnie i przesadnie skromnej i grzecznej Asami. W końcówce dzieje się to na co widz czeka od początku – ostateczne rozwiązanie (czyżby?), konfrontacja, tortury. Ale napięcie nie jest rozładowane do samego końca, historia zdaje się być coraz bardziej zagmatwana a Taakashi Miike bawi sie z widzem konwencją jawy i snu pozostawiając go z jego własną wyobraźnią.

„Audition” mimo, że momentami przypomina obyczaj, ogląda się dobrze. Nakręcony jest bardzo dokładnie, zmyślnie, konkretnie. W tle pojawia się motyw osamotnionego, nowoczesnego społeczeństwa Japonii, który dobrze współgra z fabułą. Jedynie rozwiązanie historii zdaje mi się zbyt banalne i wtórne, prowadzące do zbyt oczywistych wniosków. Pod tym względem „Audition” niestety nie spełnił moich oczekiwań co do filmu prezentującego czyste, obdarte z kontekstu, zło. Not this time. Jednak zasługuje on na ocenę, w naszej skali, najwyższą bo po prostu chce się powiedzieć „ej, weź to obejrz”. Ostatecznie postanowiłem, że filmów wybitnych oceniać nie będę więc do „Audition” 3/3 pasuje całkiem dobrze.