(500) days of summer / 500 dni miłości (2009)

The following is a work of fiction.
Any resemblance to persons living or dead is purely coincidental.

Especially you Jenny Beckman.

Bitch.

Takimi napisami, a wręcz dedykacją, zaczyna się ów film. Całkiem piękny początek! Potem jest niestety troszkę bardziej średnio. Tak jak piszą autorzy Boy meets girl. Boy falls in love. Girl doesn’t. To fabuła filmu. Przez 95 minut patrzymy na 500 dniowy ‚związek’ dwojga głównych bohaterów, ale z perspektywy chłopca. To, co odróżnia tę komedię romantyczną od innych, to fakt, że chłopiec jest tu ofiarą. Zakochuje się, ryczy, tłucze talerze, strzela fochy, a panna jest totalnie obojętna. Ma po prostu wyjebane. Chce się dobrze bawić. Ale czy ta zamiana stereotypowych ról mężczyzna-kobieta wystarczy, by film był wyjątkowy i przede wszystkim dobry?

Oto Summer (Zooey Deschanel). Wszystko wskazywało na to, że była przeciętną dziewczyną. Ale nie była.

W 1998 zacytowała w szkolnym roczniku werset piosenki zespołu Belle & Sebastian: „Color my life with the chaos of trouble”. Analitycy rynkowi nie mogli się nadziwić, gdy sprzedaż płyty nagle wzrosła.

Summer jest przyczyną i powodem każdego wydarzenia jakie dzieje się w filmie. Główny bohater Tom (Joseph Gordon Levitt), zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Film skacze w tę i z powrotem po całym związku, ale nie odniosłem wrażenia by w znaczący sposób przeszkadzało to w odbiorze filmu, bo w ogólnym rozeznaniu chronologii pomaga licznik dni pokazujący się co chwilę. Jedną z pierwszych scen np. jest scena zerwania, w której Summer porównuje ich związek do związku Sida i Nancy. I to ona jest Sidem Vicious. Długo przed obejrzeniem filmu natrafiłem w internecie na taki piękny viralowy filmik:

Vodpod videos no longer available.

Potem ogólnie dzieją się rzeczy. Pokazane są zaloty, randki, szczęśliwe chwile, kłótnie, smutki, zerwanie, próby powrotu, próby zapomnienia, nienawiść i wszystkie te standardowe etapy związku. Oczywiście we wspomnianej wcześniej, totalnie pomieszanej kolejności. Niektóre sceny pokazane są po kilka a może nawet kilkanaście razy. To chyba ma dodatkowo uwydatnić rozpamiętywanie tych wszystkich chwil przez Toma, ale dla mnie było trochę irytujące. W sumie irytował mnie całokształt jego postaci. Jego zachowania, jego japa, jego mędzenie. Paradoksalnie, jak to w filmach bywa, najmądrzejsze i wyjątkowo twardo stąpające po ziemi było dziecko. Najmłodsza bohaterka filmu, siostra Toma – Rachel. Jej rady, których geneza to jakiś pseudo bagaż doświadczeń, są serwowane w typowy komediowo-dissujący i wszystkowiedzący sposób.

Just because she’s likes the same bizzaro crap you do doesn’t mean she’s your soul mate.

Filmowy debiut Marca Webba jest dość miły w odbiorze. Reżyser teledysków poradził sobie ze swoją pierwszą fabułą nie najgorzej. Zdjęcia są ładne, kolory pastelowe, muzyka dość przyjemna (warto wspomnieć, że Zooey też się tu udzieliła, w duecie She & Him, w którym śpiewa i gra na pianinie oraz banjo). Trochę drażniły te powtarzane często sceny, oraz kilka miernych żartów-gagów mówionych przez postacie, ale tak musi być w każdym filmie, który ma zarobić i znaleźć się w top250imdb. Kino musi się czasem zaśmiać.

KLIKNIJ! Bonnie and Clyde wg Zooey i Josepha.

Strasznie cieszyły mnie przeróżne nawiązania. Na przykład, Tom będąc w kinie widział na ekranie siebie w stroju rycerza grającego w szachy na plaży (choć Śmierć wyglądał inaczej niż u Bergmana), albo Summer nucąca melodyjkę z Knight Rider, czy też Han Solo puszczający oko z odbicia w szybie. Mistrzem był też VAGIANT, ale jego zostawiam do rozszyfrowania spostrzegawczym lub pomysłowym.

W ogólnym rozrachunku po Lecie przychodzi Jesień, ale czy Tom się czegoś dzięki temu wszystkiemu nauczył?
Usadziłbym ten film gdzieś pomiędzy przeciętnym a fajowym, ale chyba jednak bliżej fajowego. Taki dość miły jest. Dość miły z minusem. Wchodzi do polskich kin 13 listopada.

miłe dość