Funny People (2009)

Scenarzysta i reżyser Judd Apatow (‚Wpadka’, ’40-letni prawiczek’) o Funny People mówił tak:

‚Staram się zrobić bardzo poważny film, który będzie dwukrotnie zabawniejszy od moich poprzednich. Życzcie mi szczęścia!’

Życzyłem mu tego strasznie, bo lubię filmy w których maczał palce. Ale tym razem do szczęścia troszeczkę zabrakło.

Funny People mówi o słynnym komiku Goerge’u Simmonsie (Adam Sandler), który dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory i zostało mu niewiele życia. Krótko po tym jak się o tym dowiedział spotyka młodego komika nieudacznika (Seth Rogen) i przyjmuje go na posadę asystenta. Po takiej nowinie wiadome jest, że życie ulega diametralnej zmianie i o tym jest ten film.

Jest to film obyczajowy z pewną dawką śmiechu, jednak nie tak solidną do jakiej przyzwyczaił nas Apatow. Chyba to przez mniejszą ilość scen gdzie koledzy, współpracownicy czy współlokatorzy wzajemnie się dissują i mówią śmieszne rzeczy. W tym filmie w większości zastąpiono ten element przez Stand-up comedy. A to mi zbytnio nie przypadło do gustu. Co do mojego ‚ulubieńca’ Adama Sandlera, to znów mnie pozytywnie zaskoczył. Jego standardowe wygłupy i zmiana głosów, w tym filmie miały być nieśmieszne a wręcz żałosne. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Jego filmy (filmy w filmie, w sensie pseudo-filmy zrobione na potrzeby Funny People) są tragiczne (tragicznie śmieszne!), a jednocześnie podobne do prawdziwych filmów Adama Sandlera. Przez to wstawki z filmowymi osiągnięciami głównego bohatera są naprawdę śmieszne. Seth Rogen jest standardowy, postać Jasona Schwartzmana totalnie bossuje a młodsza wersja XXL Setha Rogena czyli Jonah Hill jest jak zwykle spoko. Widząc tu Erica Banę zaraz po obejrzeniu ‚Choppera’ byłem przeszczęśliwy, ale to prawdopodobnie tylko zasługa tego faktu.

kliknij by powiększyć.

Film ma wszystko: dobrą historię, śmieszne teksty, dobrą obsadę i masę gwiazd występujących jako cameo (piękny Eminem czy Sarah Silverman). Jest fajowy ale cholernie długi. I poza (jak dla mnie) za dużym naciskiem na stand-up comedy, jedyne czego mu brakuje to porządnego obcięcia. Jedno jest pewne, nie jest to kolejny film z Adam Sandler, ale przyjemna produkcja bardzo w stylu Apatowa.