Massive Movie Attack (MMA) #4

Nadeszło nowe MMA aby przerwać milczenie, które nastało w EWTO, zupełnie nieoczekiwanie i bez powodu (chyba). Jak zwykle ci dwaj pozostali się ociągają albo oglądają same gówna, tak jakby Bertu (pompon69, pomopn) nie wystarczył przemysłowi filmowemu do zapełnienia luki. W końcu się zmobilizowali i w mękach Movie Attack się pojawił, aczkolwiek ciężko nazwać to jakimś masywnym rozpierdolem. Zapraszamy.

Europa, Europa (1990) – Agnieszka Holland nie jest przeze mnie zbytnio lubiana, raczej też uważam ją za przereklamowaną reżyserkę. Podobnie jest w tym przypadku. Film o dzieciaku, który ma pustkę w głowie a jego największym problemem w obliczu holokaustu jest brak napletka. Litości.

Bad Lieutenant / Zły Porucznik (1992) – Harvey Keitel jako amoralny policjant pakujący się w hazardowe tarapaty. Wątpliwości mam co do jego wycia niczym wilkołak ale poza tym wszystko na kozaku, włącznie z wielopoziomowym rozwiązaniem fabuły. Warto znać.

The Misanthrope (2007) – w sumie nikogo ten film nie zainteresuje i pewnie weźmie się za niego tylko garstka ludzi w ogóle ale piszę bo nie mogę ominąć tej perełki. Ted Skjellum czyli Noctruno Culto z black metalowego Darkthrone bierze widza w godzinną podróż po norweskich lasach, dziwakach, trochę po Japoni i trochę po tamtejszym undergroundzie. Wszystko dość surrealistyczne, dziwaczne, momentami niepokojące, momentami zabawne. Ja to kupuję, reszta może sobie pooglądać nowy teledysk Lady Gaga feat. Beyonce.

Harry Brown (2009) – miał być bardziej brutalny, angielski Gron Torino. No trochę był, w zamyśle fabularnym – reszta kompletnie inna. Mocarne paradokumentalne wstawki dają radę ale reszta nie trzyma się kupy zaczynając od mojego ulubionego wątku ex-komandosa z chorobą wieńcową i rozedmą, przez Michaela Caine’a w środku robotniczego syfu, do ogólnego poplątania gatunków i formy. Ale można sobie obczaić.

Better Off Dead / Lepiej Umrzeć (1985) – high school, from zero to hero, dupa, potem inna dupa, kilka dziwacznych motywów – ogólnie przyjemne, takie niedzielne kino Polsatu. (Bardzo dobry film o młodym narciarzu!!!! Jest młodzieżowy i wyczadzony. Piękna klasyka. Jest bardzo dobry. Bardzo! – dop. Alabama)

102 Minuty które zmieniły Amerykę (2008) – czyli ułożony chronologicznie zapis ataku na WTC z prywatnych kamer. Fajnie posklejane i dobrane. Dużo niepublikowanych wcześniej zdjęć, zwłaszcza kilka naprawdę apokaliptycznych scen, których nie powstydziłby się wielomilionowy film katastroficzny z dobrej półki. Cały Manhattan biegnący w jednym kierunku lub kłęby dymu goniące ludzi sprawiają, że czeka się aż zza drapacza chmur wyskoczy kilka tuzinów zombie ale potem zdajemy sobie sprawę, że to wszystko „naprawdę” i to w sercu naszej cywilizacji. Miłe zaskoczenie.

Hundstage / Upały (2001) – Austryjacki film o ludzkim zjebaniu i jałowym życiu w tym mlekiem, i miodem płynącym kraju. Będąc szczerym nie ma w tym filmie postaci, która byłaby fajna. Wszyscy są NAJGORSI choć jest kilka bardzo dobrych zabiegów reżyserskich. Tak w skrócie – stare baby robią loda, stare baby opalają się topless, irytująca debilka jest coraz bardziej irytująca i chcesz ją zabić, stare dziady się opalają, wszyscy się irytują, wszyscy są w majtkach, najstarsza baba robi lap dance, dzieją się złe rzeczy wszystkim złym ludziom. Rozumiecie? Nie oglądać.

120daysodomy


Zombi 2 / Zombie Flesh Eaters / Zombie – Pożeracze mięsa (1979) – Wybitny włoski reżyser Lucio Fulci, wziął się za filmy o zombie. To jego pierwsze podejście – bardzo dobre! Przynajmniej momentami, bo całość w sumie wybitna nie jest. Mamy tu cycki, nagie nurkowanie, nagą nurkującą panią z cyckami atakowaną przez rekina, nagą nurkującą panią z cyckami i w różowym czepku atakowaną przez podwodne zombie, podwodne zombie atakujące rekina, rekina atakującego podwodne zombie, słynną scenę z nabiciem oka na drzwi, oraz inne czadowe rzeczy jak niszczenie zombie i niszczenie przez zombie. Miły, polecam fanom gatunku i na kacowe poranki ;)

300 / 300 – Dawno, dawno temu, 300 spartiatów zrobiło niezły rozpierdol. Wtedy film mi się podobał ale wkurwiało mnie w nim sporo rzeczy. Teraz widząc fragment na polsacie wiem, że do niego dorosłem. Totalnie. Więc zanim zamontuję na siłce LCDki z lecącym w kółko 3000, to może ktoś chce to sobie ze mną przypomnieć? ;)

Survival of the Dead (2009) – Kolejny powrót G. A. Romero i jego stadka zombie. W tym wydaniu mamy zombie jeżdżące na koniu, zombie hodowane, zombie zabijane, zombi ucztujące ;) 120ds nie puszczaj tego tacie!!1! Ostatnie 10-15 minut jest spoko, wcześniej żadne z malutkimi highlightami. Tylko dla fanów gatunku!

john alabama


Brooklyn’s Finest (2009) – minimalnie powiązane ze sobą historie nowojorskich policjantów ukazujące trud ich zawodu. Mamy więc mundurową normę: gangsterka, dilerka, przepełnione gołymi pannami murzyńskie mety, przyjaźń między policyjną wtyką i bossem światka podziemnego, lowlife’owe pensje NYPD zmuszające biednego Ethana Hawke do haniebnych czynów, jednostronna miłość policjanta-oldboya i posterunkowej kurwy itd. Niespójny scenariusz z powalającym debilizmem zakończeniem. Przekomiczny Richard Gere totalnie nieporadny w każdej scenie rzekomego kozaczenia. Porównania do „Training Day” zupełnie nietrafione. Nie pomogła nawet spora ilość twarzy znanych z „The Wire”: Omar, Wee-Bey i Clay Davis.

Cop Out / Fujary na tropie (2010) – Kevin Smith po raz pierwszy (i mam nadzieję, że po raz ostatni) bierze się za realizację filmu na podstawie nie-swojego scenariusza. Obsadza Bruce’a Willisa i najbardziej irytującego czarnoskórego komika jakiego dane mi było znosić (Eddie Murphy, Chris Rock czy tam Martin Lawrence mogą się schować). W efekcie powstaje niestrawne cudo, w którym liczba żenujących żartów i naprawdę marnych dialogów rośnie w niemożliwym do zaakceptowania tempie.

Gentlemen Broncos (2009) – niestety na przekór moim oczekiwaniom nowy film Jareda Hessa wypada słabo. Możliwe, że odbiór tego filmu zachwiały mi zbyt wygórowane wymagania. Po współpracy Jareda Hessa i Jemaine Clementa spodziewałem się połączenia moich ulubionych offbeatowych indie komedii: „Napoleon Dynamite” i „Eagle vs. Shark”. Poziom niedorzeczności i ekstrawagancji postaci jest porównywalny do wspomnianych produkcji, ale większość bohaterów drażni zamiast bawić. „Gentlemen Broncos” nie sprostał moim wyobrażeniom, ale ma swoje highlighty, głównie pod postacią Dr. Chevalier (Jemaine Clement) i scen wizualizacji twórczości sci-fi głównego bohatera z Samem Rockwellem w roli futurystycznego kapitana.

przybor


A dangerous man / Steven Segal (2010)Film zaczyna sie klasycznie. Żona Stevena Segala zostaje napadnięta przez ulicznego rzezimieszka, jednak Stevenowi udaję się ją uratować. Chce zabić tego rabusia ale żona go powstrzymuje. Dziwnym trafem tenże rabuś tej nocy ginie, i Steven (filmowy Shane) zostaje niewinnie skazany. Po 6 latach zostaje uniewinniony (dowody CSI DNA HWP) jednak w między czasie opuszcza go żona. Szkoda iż twórcy obrazu pominęli wątek życia Steven we więźniu, tam dopiero musiał kozaczyć, no ale chuj, wychodzi z paki oczywiście pierwszej nocy zostaje napadnięty przez kolejnych ulicznych rabusiów którym w krótkim czasie daję solidną lekcje pokory. Na tym kończy się preludium a zaczyna się nakurw. Steven jedzie se drogą i akurat przypadkiem trafia na niecodzienne wydarzenie – 2 członków chinskiej mafii zabija policjanta i chce zabić syna bossa ruskiej mafii który był przypadkowym świadkiem bo właśnie ukradł w okolicy nowy wóz dla starego. Segal, początkowo w roli obserwatora nie może pozostać bierny, a tym bardziej mierny, tak więc rozpierdala wszystko, ratuje syna i znajduje hajs oraz piękną królową w bagażniku Chinioli. Tu dochodzimy do sedna sprawy – królowa została porwana bo jej wujek został porwany przez inną chińską mafie (tak, są dwie i do tego te 2 bossy siedzą razem i chcą dokonać jakieś wymiany), są jeszcze skorumpowani policjanci, ogólnie fabuła się tutaj totalnie komplikuje i widz za chuj nie wie kto jest kim z tych żółtych pedałów, a w tym czasie Segal kuma się z ojcem typa którego uratował (bossem RUSKICH!). To jest jakieś pierwsze pół godziny filmu. W ciągu kolejnej godziny Steven Segal rozpierdala WSZYSTKO stosując praktycznie tylko walkę wręcz, w zasadzie zastępując swoje firmowe Ai-Kido nową sztuką walki która spokojnie może zostać nazwana ‘Rzut chińczykiem’ (on ich chytał i najnormalniej w świcie nimi ciepał). W finałowej scenie Segal staje naprzeciwko mistrza wschodnich sztuk walki – bezwzględnego Półkownika.. którego pokonuje praktycznie pierwszym kopem (bez pierdolenia, Leonidas prosto w klate). Oczywiście nawet nie było blisko żeby zebrał choć najmniejszego ciosa. ITS BEAUTIFUL!

gościnnie pompon69 ;)