Whatever works / Co nas kręci, co nas podnieca

Jako, że recenzję pisałem b. dawno temu (nie było jeszcze ocen w stylu ewto), a film teraz jest w kinach (w dodatku jestem po drugim seansie), uaktualniam troszeczkę artykuł i zapraszam do lektury. Jako ciekawostkę dodam, że zmienił się nawet polski tytuł (wcześniej był zaplanowany ‚Jakby nie było’).

Woody Allen napisał ‚Whatever Works’ w późnych latach siedemdziesiątych. To właśnie ten okres (‚Manhattan’ czy ‚Annie Hall’) uważany jest za najlepszy w jego karierze. Allen napisał go specjalnie dla jakiegoś tam aktora, ale ten zdechł, więc scenariusz wylądował w szufladzie. Teraz, po około 30 latach, gotowy film można zobaczyć w Stanach już na dvd od dawna, a w Polsce będzie można zobaczyć w kinach 16.10.2010 TERAZ (premiera światowa: 22.04.2009).
Pięknie.

Gdy jakiś czas temu obejrzałem trailer, prawie się zrzygałem. Jest okropny.

Vodpod videos no longer available.

Stwierdziłem jednak, że skoro Allen napisał to w czasach swojej świetności, a nakręcił teraz (ostatnio zrobił ‚Vicky Cristina Barcelona’, który bardzo mi się podobał), to powinienem ten film zobaczyć.

Aktor grający głównego bohatera Borisa Yellnikoffa, niejaki Larry David, od samego początku skrajnie mnie irytował ale szybko się przyzwyczaiłem (przy drugim podejściu w zeszłym tygodniu już zupełnie go polubiłem). Rozpoczynający film, zwrócony do widowni monolog, który w głównej mierze opierał się na przedstawieniu swojej osoby i poglądów przez głównego bohatera, zmęczył mnie troszeczkę, ale i tak dałem filmowi kolejną szansę. Dobrze zrobiłem, bo w krótkim czasie pojawiła się największa perełka tego filmu, czyli grana przez Evan Rachel Wood – Melodie. Melodie St. Ann Celestine.

Boris spotkał ją wracając do domu jak wygrzebała się z kartonów i poprosiła go o coś do jedzenia. Przeświadczony, że to napad jakiejś szajki, nie chciał jej pomóc, ale w końcu się zgodził. Oczywiście pozwolił jej przenocować, a nawet została na dłużej. Ta sytuacja doprowadziła do przekręcenia rutyny Borisa o milion stopni, a z czasem (totalnie w stylu Woody Allen) wywróciła do góry nogami także życia kilkorga innych osób.

Tyle o fabule. Rzeczy, które dzieją się w filmie bywają dość śmieszne i są sympatyczne. Natłok gagów, który sadzi się w trailerze, jest praktycznie niezauważalny, a że film jest krótki, to ogląda się go całkiem miło. Troszeczkę się zakochałem w Melodie, bo postać jest troszeczkę übercute i może to rzutować na moją ocenę filmu ale daję mu 2/3 czyli spoko, miły film, bez fajerwerków, no może poza Melodie. Fajne.