Pirania 3D (2010) /recenzja-dyskusja/

Kino 3D jest paskudne i brzydkie. W takim razie – im brzydsze i gorsze, tym lepiej. Pirania 3D potrafi sprostać wymaganiom, jest dokładnie taka jaka być chciała i być powinna.

UWAGA! W rozwinięciu znajduje się coś na kształt dyskusji-recenzji. Choć ciężko to nazwać recenzją. Właściwie to jeden wielki spoiler i wypunktowanie tego co najlepsze w tym filmie. Jednak spoilerowanie tutaj nie ma znaczenia – tu nie chodzi o losy bohaterów, nie chodzi o zakończenie. Chodzi o śmiech, pot i łzy. Zapraszamy i przepraszamy.

120ds: W sumie pierwsza refleksja na temat seansu „Pirania 3D” nasunęła mi się jeszcze zanim poturbowały mnie początkowe minuty owego, niespodziewanie „torture” i niespodziewanie „porn”, filmu. Kto stał w kolejce do sali kinowej obok nas? Przygodny pacan obok mnie zasugerował, że to „sami studenci”, według mnie – debile. I tu znów się zastanawiam, ilu z nich wyszło po seansie zadowolonych z wydanych pieniędzy i wygospodarowania niedzielnego, późnego wieczoru. Bo „Pirania 3D” to film dla skrajnych grup społecznych. Z jednej strony dla fanów obskurnego, tandetnego, popkulturowego comedy-gore patrzących na ten gatunek z należytym dystansem; z drugiej dla idiotów, którzy widzą – de facto – swoje odbicie wśród bohaterów takich filmów. Jednocześnie jest to kino drwiące z wszelkiej feministycznej idylli i ruchu społecznego, skrajnie „męskie” w swoim podmiotowo traktującym kobiety wydaniu – więc… czego szukają w „Piranii 3D” kobiety? Osoby z natury raczej mało przychylnie nastawione do krwawej rzezi i okrucieństwa, jednocześnie, w większości, mało skoncentrowane na walorach kobiecego ciała, przyszły na seans z myślą, że zobaczą coś na wzór „wodny makrokosmos meets perfekcyjni mordercy national geografic”? Chciały, do chuja, pooglądać ryby, or what? W każdym razie, tego wieczoru w sali kinowej obowiązywał niemal parytet.

alabama: Co do ludzi zgromadzonych w kinie, pewnie przyciągnął ich lowlife-owy
aspekt wczorajszego wieczoru. Tak wyszło, że Pirania miała premierę a
Cinema-City wielką promocję. Za nami siedzieli ludzie koło 40, ale
rzeczywiście większość stanowiły z deka żulowskie/dresiarskie pary z
okolic kina. Jeśli, jak zasugerował to wspomniany osobnik, byli to
studenci, to nie obrażając nikogo nie był to nawet poziom GWSH.
Doświadczenie oglądania filmu w takiej grupie, a tak się składa, że
zazwyczaj jest to właśnie taka grupa, niesie ze sobą cudowne
doświadczenia, które zawsze sprawiają mi radość. Nasz rząd cieszy
(komentuje, entuzjazmuje się lub śmieje) się w określonych ‚momentach’
a większość kina w tych drugich, zupełnie przeciwnych – żadnych. Fakt,
że większość kina stanowiły pary, prawdopodobnie wyszedł z powodu
sporej niespodziewalności. Trailer, ani programy typu Kinomaniak, nie
zapowiadały takiego stężenia czystego czadu, który, będąc w kinie na
randce, mógłby raczej peszyć, a mniej imponować i śmieszyć.

120ds: Tak – to nie jest dobry film na randkę. No chyba, że znajdzie się para, którą rajcuje skóra obdzierana z wszelkiej maści organów, kości owinięte postrzępionym, ludzkim mięsem czy full-volume odgłosy pojawiających się znienacka bestii. Między blisko 90 minutowym klasycznym horrorem znajdują się perełki. Ulubiona scena?

alabama: Nie wiem czy mogę oznajmić to publicznie, ale obawiam się, że
musiałbym wymienić każdą :( Od wczesnych minut film skrajnie mnie
cieszył, oto więc faworyci: paralotniarstwo półwodne, harce podwodne,
Eli Roth. Niestety obawiam się, że spośród natłoku błogosławieństwa
(poza jedną zostawioną na później smakowitością), mogłem czegoś
zapomnieć. How about you? Ha?

120ds: Myślę, że scena z paralotnią to absolutny hit tego filmu – zarówno z uwagi na pomysł fabularny jak i wykonanie, i finał. Bardzo polubiłem scenę kiedy reżyser-alfons jest wyciągany z wody, ze zjedzonymi nogami; podobnie jak finałowy występ Rotha. Cudowna, nawiązująca niejako do klasyki, jest scena masowego mordu piranii silnikiem łodzi – pomijając odniesienia i wielkość sceny, jakby z definicji, ładnie z nie-powagą całej akcji kontrastuje element dramatyzmu i poświęcenia, czy wreszcie fakt – świadomy czy przypadkowy – że poświęca się Murzyn (klasyk). Zresztą silnik łodzi motorowej jest cichym bohaterem „Piranii 3D”. Przypomnę choćby scenę z włosami – tyleż obrzydliwą co zaskakującą i będącą esencją gatunku. Anty-momentem jest, według mnie, epizod ratowania dzieci z tonącej łodzi – ilość absurdów, złych rozwiązań i braku logiki jest, znów, jakby elementem stałym kina tej półki ale kwestia finalnego pocałunku trochę przechyla szalę goryczy. Aha, byłbym zapomniał, ostatnia scena – niby banalna, a stawiająca jednak kropkę nad „i” w sposób perfekcyjny niczym uśmiech Roberta De Niro u Sergio Leone.

alabama: O Jezu, megagigantyczna masakra jest tak ogromna, że nie liczyłem jej
jako scenę – cała jest genialna, a wyciągany reżyser był niczym tupot
małych stóp o pokład wspaniałego jachtu (hihi) i prowadził do sceny,
której chciałem poświęcić cały akapit. Słyszałem spoiler o odgryzionym
penisie, ale nic nie mogło przygotować mnie na penisa wyrzyganego
przez piranię prosto w moją trójwymiarową japę – pure awesomeness!

120ds: Aaaaa, zapomniałem o moim ulubionym anty-bohaterze, który przerażony masakrą wokół niego postanawia uciec za wszelką cenę – wskakuje do łodzi i płynie na przód roztrzaskując czaszki topiących się ludzi, tnąc na pół obszarpane zwłoki. fuckin’ a! finał to wspomniana już scena śruba silnika – włosy.

alabama: Zdecydowany kral motorówki! Przejdźmy do fabuły. Typy próbują nakręcić
fajowe softpornowe video w stylu Girls go Wild (awesome!), nad pięknym
jeziorem w Arizonie, w czasie wiosennych wakacji (spring break –
awesome!). Na szczęscie z otchłani jeziora ukrytego pod jeziorem
(awesome!) wypływają krwiożercze piranie sklasyfikowane przez
zbzikowanego doktora Emmeta Browna (Back to the Future – awesome!)
jako prehistoryczne i głodne (awesome!). Przewija się wątek
młodzieńczo-miłosny, dziecięco-beztroski i rodzicielsko-policyjny, a
jednym z policjantów jest sam Marsellus Wallace z Pulp Fiction
(bohater wyżej wymienionej sceny z morderczym silnikiem – awesome!).

120ds: Yyyyy, no właśnie – fabuła daje radę. Osadzenie miejsca akcji na jeziorze pełnym licealistów/studentów to właściwie pomysł bezbłędny – pomijając kwestię roznegliżowanych dziewczyn, więcej uwagi przyciągają bohaterowie drugiego planu, którzy tańcują gdzieś w tłumie – wytatułowane pajace, śmiesznie poruszające się grubaski lub koksy-chamy z piwami w ręku, o twarzach Andrzeja Gołoty.

alabama: Jeśli mój megasokoli wzrok mnie nie mylił, jeden typek miał
wytatuowany znak batmana obrócony o 90 stopni po prawej stronie
brzucha – wow. Wszystko było tam takie kochane, że nawet finałowy
ratunek dzieci itp. nie zepsuły mi filmu. Piranio wróć, i kurwa LATAJ!

120ds: Podsumowując… „Pirania 3D” zdaje się być czymś czego od kina 3D można wymagać. Skupiając się na widowiskowości, dział ten, wyzbyty wszelkiej formy artystycznej, pozostaje – pewnie jeszcze na długo – miejscem grupującym filmy wizualno-familijne lub wizualno-szokujące. Właściwie od razu nasuwa się kierunek, w którym komercyjne kino 3D powinno pójść, żeby najlepiej uwydatnić swoje walory – strach i seks. Skoro dobry gust i wyższe wartości estetyczne na razie pozostają poza możliwościami (chęciami?) twórców 3D, należy odnieść się do materii prymitywnej i kasowej. Mroczne pomieszczenia, podwodne jaskinie, gąszcz oplatających glonów w wersji urealnionej, trójwymiarowej? Sam środek wodnego wiru lub wiru konsumujących ofiarę piranii w 3D? Kobiece biusty czy męskie genitalia (jak kto woli) pływające niemal kilka centymetrów od widza? Trzy razy TAK. Parszywy film, w złym guście to jak dotąd najlepsze co wyszło w technologii 3D – i ja się z tego bardzo cieszę. Bo te filmy się nie nadymają, nie pretendują do miana „ponadczasowych” czy „wielkich”. Są tam gdzie być powinny – dumnie i bez kompleksów reprezentują słowo:

alabama: AWESOME!!!!!

3/3!