Aż po grób / Get Low (2009)

Stało się coś dobrego! Możecie powiedzieć, że mi odbija, po co się wydzieram itp. . Już wyjaśniam o co chodzi.

Strasznie się cieszę, iż dopiero po seansie uświadomiony zostałem o tym, że telewizja TVN jest koproducentem opisywanego przeze mnie dzieła. Gdyby ów informacja dotarła do mnie wcześniej, mój bagaż doświadczeń zdobyty przez obcowanie z TVNowskimi produkcjami, koprodukcjami itd., mógłby spowodować, że „Get Low” ominąłbym szerokim łukiem. Jak już wspominałem, dobrze, że tak się nie stało.

Najnowszy film Aarona Schneidera, spotkał się z ciepłym przyjęciem wśród moich znajomych, którzy bardzo często, wręcz wznosili go pod niebiosa. Postanowiłem więc sam poddać ów dziełko „wnikliwej” analizie. Swoje zdanie trzeba mieć i basta!

Bohaterem opowiadanej historii jest Felix Bush. Starszy mężczyzna, który spędził czterdzieści lat mieszkając w małej chatce na odludziu. Choć cały kraj zmaga się z realiami „wielkiego kryzysu” nasz pustelnik (jak na pustelnika przystało J) prowadzi spokojny, niezakłócony niczym żywot w środku uroczego lasu. Jego postać owiana jest szeregiem różnych niepochlebnych legend, tworzonych przez mieszkańców miasteczka, znajdującego się nieopodal miejsca zamieszkania pustelnika. Tyle na wstępie. Nie będę zagłębiał się w niuanse fabuły, gdyż nie chcę psuć potencjalnemu widzowi zabawy. Warto samemu wybrać się na film i radować się stopniowym przyswajaniem faktów i wydarzeń, które odkrywa przed nami reżyser.

Pomijając zalety fabularne, warto wspomnieć również o sprawach czysto technicznych. Dobrym przykładem jest tutaj muzyka skomponowana przez Jana A.P. Kaczmarka. Klimatyczny, spokojny, wpadający w uszy blues, w pełni oddaje klimat sennego, spokojnego życia małomieszczańskiej ludności. Zachęcam gorąco do bardziej wnikliwego zapoznania się ze ścieżką dźwiękową. W końcu Kaczmarek to marka sama w sobie.

Ponadto, muszę przyznać się szczerze, iż przyglądając się scenografii, momentami aż zatrzymywałem oddech. W pamięci została mi jedna scena, kiedy to Pan Felix wjeżdża niewielką furmanką do centrum wspomnianego już miasteczka. Fantastycznie rozegrana gra świateł, połączona z realistyczną scenerią spowodowała, że nie mogłem powstrzymać się od głośnego powiedzenia „łał”. „Get Low” jest filmem, który „łaskocze” kilka ludzkich zmysłów jednocześnie.

Kolejnym plusem filmu jest doborowa obsada. Bill Murray, Robert Duvall (życzę temu panu Oscara), oraz młody aktor Lucas Black, świetnie spisali się w kreowaniu swoich postaci.

Ponadto warto również zwrócić uwagę na montaż. Reżyser filmu – Aaron Schneider (zdobywca Oscara za film „Two Soldiers” w kategorii najlepszy krótkometrażowy film aktorski) wciela się również w rolę montażysty i na prawdę sprawnie opowiada widzowi historię. Choć fabuła rozwija się spokojnie, to nie ma mowy o żadnych dłużyznach i przeciągnięciach. Nowy film Schneidera rozwija się scena po scenie, przekazując widzowi treści fabularne w bardzo równym tempie.

Tak jak wspominałem na początku: stało się coś dobrego. Dobry reżyser dorwał dobrą historię, zebrał dobrych aktorów, dobrał dobrą muzykę i dobrze wszystko poukładał. Nadmiar tej dobroci spowodował, że potencjalny widz otrzymuje kawał świetnego i bardzo klimatycznego kina.

Historia Felixa Busha jest ciepłym i pouczającym studium na temat rozliczania się z samym sobą. Uważam, że reżyser „Get Low” rozliczając się nie tyle z samym sobą, ile ze swoim dziełem, może spać spokojnie. Wykonał On bowiem bardzo dobrą pracę. A nam, widzom, nie pozostaje nic innego jak tylko siąść w fotelu i rozkoszować jej owocem.

Powyższy text powstał ze wsparciem Dygus’a z Cabiners cru

3/3!