Animal Kingdom / Królestwo Zwierząt (2010)

Melbourne, Australia. Połowa lat 80-tych. Rodziny przestępcze są wyniszczającą plagą, a policja ponad prawem eksterminuje bandytów. W takich okolicznościach dojrzewa 17-letni Josh. Balansując między bezprawiem a porządkiem próbuje przetrwać. Ta historia nie może się skończyć dobrze. Oto zwycięzca tegorocznego festiwalu w Sundance.

Film rozpoczyna się sceną, w której główny bohater czeka na służby medyczne przy matce, która przedawkowała heroinę. Kobieta umiera a Josh nie wiedząc co zrobić z pogrzebem dzwoni do swojej babci. Babcia bierze go do siebie i od tej pory J. mieszka z nią i z wujkami, którzy prowadzą ‚działalność przestępczą’. Tak naszkicowana historia rozkręca się powoli, ale napięcie narasta z każdą chwilą by w pewnym momencie z dramatu obyczajowego film zamienił się na chwilę w thriller. Nie chcę zdradzać ani trochę fabuły, ponieważ ona jest esencją tego filmu, ale mogę powiedzieć, że napędzają ją zabójstwa po obu stronach barykady. Mimo to nie zobaczymy szalonych hiperrealistycznych cięć i ruchów kamery w stylu Jason Bourne, ani komputerowych efektów specjalnych, a efekty postrzałów ograniczają się do pryśnięć krwi. Ten film istnieje po to, by opowiedzieć historię. Historię, która po prostu mogła się w tamtym czasie i miejscu wydarzyć. Nie zrozumcie mnie jednak źle, film jest nakręcony stylowo. Sceny w slow-motion i dobrze dobrana muzyka dodają mu sporo uroku i osobliwości. Jest zagrany dobrze, choć ze światowej klasy aktorów rozpoznamy tam tylko Guy’a Pearce’a, grającego policjanta, który próbuje ochronić Josha przed rodziną. Właściwie nie ma się do czego przyczepić ale jestem pewien, że dla niektórych ten film będzie zbyt nudny.

Jury z Sundance się nie myliło. Film jest bardzo dobry. Reżyser David Michôd (który również napisał scenariusz) sprawdził się w prowadzeniu historii i mam nadzieję, że kolejny jego film będzie przynajmniej tak spoko.

3/3!

 

 

 

 

ps. przez ten film i poniższy teaser, ta piosenka nie może mi wyjść ze łba <3