Chrzest (2010)

Trailer filmu wprowadza nas w świat mężczyzny zakochanego w swojej kobiecie „który miał w życiu szczęscie”. Jak to w życiu filmie – szybko zmienia sie sytuacja i bohaterowie muszą zmierzyć się z narastającymi problemami. Film o ciężkiej, męskiej przyjaźni wystawionej na próbę, w której główni bohaterowie będą walczyć o siebie i za siebie. Właśnie na taki film wybrałem się do kina.

A przynajmniej miałem nadzieję, że na taki.

Film zaczął się obiecująco. Pierwsze sceny to ciekawe dialogi i ciekawy ‚kontrast” młodej matki (A.Radwańska N.Rybicka) z przyjacielem jej męża-  Jankiem (T.Schuchardt). Po chwili pojawia się także mąż (W.Zieliński) no i mamy już głównych bohaterów w komplecie. Tak długo jak film wprowadza nas w świat wspomnianej trójki, opowiada jak się poznali, jak żyli jest całkiem nieźle. Niestety jak dla mnie dobre kino kończy się w momencie który musi nastąpić w każdym dramacie czyli w momencie zwrotnym. Od tego momentu autorzy filmu niejako zrezygnowali z przekazywania widzowi uczuć z ekranu – tylko postanowili, że widz sam będzie zgadywał o czym myślą i co czują postacie filmowe. Może ja jestem słaby w kalambury, ale długie ujęcia twarzy bohaterów, efekty słow motion mnie bardzo męczyły, a i chyba niewiele z nich udało mi się prawidłowo rozszyfrować. Po czterdziestu minutach filmu nie wiedziałem co może się w nim jeszcze wydarzyć, bo nic się w nim nie działo – film był totalnie statyczny. Bohaterowie ‚szarpali się’ w krótkich scenach, uważam, że nie raz nie wnoszących kompletnie nic do filmu (jak na przykład scena na klatce schodowej i mała bójka miedzy przyjaciółmi). Wracając do zwrotnego momentu. Czy my w Polsce naprawde mamy taka wszech obecną mafię? Nie można się bez niej obejść? Zostawię tym, którzy na film  jednak pójdą koneksje mafijne naszej trójki. Powiem tylko że, mam nadzieje, że nasi ‚gangsta’ mają więcej honoru i nie są tak sprzedajni jak Ci filmowi. Gwóźdź do trumny to dla mnie pojawienie się Koterskiego na ekranie i to nie w byle jakiej roli – gangstera.

Jak dodamy do tego, że szef mafii ma pseudonim Gruby (nasuwa mi się Wallace z Pulp Fiction) jednak jest chudy jak palec (?). „Albo będziesz kozakiem, albo będziesz marnym leszczem” czy to naprawdę takie twarde słowa, bo u mnie one wywoływały cichy uśmiech. Nie można w dramacie mieszać takich paradoksów. Mieszając dramat z komedią powstała mało ciekawa mieszanka która momentami przypominała mi „czas serferów”. Reżyser nie zadbał też o wywołanie relacji między widzem, a postaciami filmowymi przez co nie specjalnie przejmowałem się ich losem, a bardziej martwiłem się o swój tracony czas. Końcówka mnie zabiła po prostu – nie zamierzam się o niej rozpisywać. I to wszystko trwało zaledwie półtorej godziny ? Nie mogłem w to uwierzyć.

Podsumowując liczyłem na słabsze wcielenie „Dom zły” i mocno się zawiodłem. Jedynie młoda aktorka Aleksandra Radwańska przekonała mnie w swojej roli. Film dłużył się niesamowicie. I teraz największe zaskoczenie : film zdobył dwa Złote Lwy (dla odtwórców głównych ról męskich i za montaż) i kilka innych nagród dla Marcina Wrony – reżysera filmu.

Oj no, ale co poradzić to nasz blog – moje zdanie i nasz hajlajf !