Zanim odejdą wody / Due date (2010)

Macie coś takiego jak ‘syndrom poniedziałku’ ? Bo ja mam i nie jest to nic w guście ‘nienawidzę poniedziałków’ tylko sytuacje kiedy w pn nie podoba Ci się żaden film. Największą ofiarą tego syndromu jest ‘Mechanik (2007)’ który podobno był świetny, a ja go kwalifikuję do najgorszych jakie widziałem. I teraz zwrot! Bo oto ja nie jestem przesądny i nadal będę do kina chodził w poniedziałki jak tylko najdzie mnie ochota. W ten poniedziałek wybrałem się na ‘Due Date’

Gatunek filmu to komedia – czyli najbardziej zdradliwy gatunek pod którym może się nawet nic nie kryć!Reżyserem filmu jest Todd Phillips to ten sam człowiek który zrobił najlepszą komedie ostatnich lat Hangover. ‚Due date’ jest prostym filmem. Można by go nazwać filmem drogi. Peter (R.Downey jr) wsiada do samolotu i za kilka godzin wyląduje w Los Angeles gdzie czeka na niego żona w dziewiątym miesiącu ciąży. Wszystko fajnie, ale już na lotnisku trafia na Ethan’a (Zach Galifianakis którego wszyscy pamiętają z ‘Hangover’). Ethan jest początkującym aktorem… bardzo początkującym aktorem który podobnie jak Peter wybiera się na zachodnie wybrzeże z tą różnicą, że do Hollywood. Ciąg ‘zdarzeń’ powoduje, że obaj chcąc/nie chcąc ruszają w podróż samochodem! Schemat jaki już nieraz oglądaliśmy w kinie czyli dwie osoby o różnych charakterach skazane na siebie w dążeniu do wspólnego celu.

Peter jest narzucającym reguły i lubiącym mieć racje architektem, który ocenia ludzi z góry i ciężko zmienić jego zdanie (i jak twierdzi mój kuzyn ciężko wpłynąć na jego osobowość). Ethan aktor z przypadku który na fali miłości do serialu postanowił zostać aktorem. Jak sam mówi o sobie ma 90 znajomych na facebooku, ale czeka na  kolejne 12 potwierdzeń (czyli ma tylu znajomych co John Alabama ?). Otwarty na ludzi, szczery, zagubiony, ale jednak dziwak!(czyli może jak 120daysodomy ?) Podróż upływa wiec pod znakiem komicznych zdarzeń które prowokuje głównie Ethan, a Peter próbuje się przed nimi bronić. Film trzyma fason mimo, że dużo jest tu zapomnianych wątków (jak choćby ‘dlaczego nikt nie szukał złodzieja samochodu straży granicznej ?’), ale to jest film rozrywkowy i nie można się czepiać dziur w fabule. Kilka razy wybuchnąłem śmiechem. Kilka razy śmiali się wszyscy tylko nie ja ? Nie będę tu wiele pisał, bo podobno mam zdolności do pisania o tym samym kilka razy. Zapraszam do kin. Nie uśmiejecie się jak na Hangover, ale nudzić na pewno się nie będziecie.

Chciałbym dodać iż prywatnie uważam, że najlepsza scena w filmie to rozmowa na lotnisku między Peter’em a pracownikiem lotniska (RZA!!). Śmiałem się najgłośniej z całej sali!