Dla niej wszystko / the Next three Days (2010)

Przyznaje bez bicia. Nie widziałem oryginalnej wersji filmu nakręconej przez Francuzów. Nie jestem wiec w stanie odnieść się do tamtego filmu. Nie oznacza to wcale, że nie mogę wyrazić swojej refleksji na temat amerykańskiego wcielenia „Dla niej wszystko”.

Na film zaprasza reżyser Paul Haggins który reżyserował uważam świetny film: „Crash” (jak ktoś nie widział to niech nie czyta dalej tej recenzji i nie wyłączając komputera wypożycza film i ogląda!!). Napisał także scenariusz między innymi do „007 Quantum of Solace”, „Casino Royal” czy uwaga: „Milion Dolar Baby”!. Generalnie często współpracuje z szerzej znanym Clintem Eastwoodem i mimo, że „Next 3 days” nie jest dziełem które będę przywoływał w przyszłości, warto go zobaczyć.

Na początku filmu poznajemy rodzinę Brennan. Żyją jak typowa amerykańska rodzina. John (R.Crowe) jest nauczycielem w pobliskiej szkole, Lara (E.Banks) pracuje w jednej z korporacji. Ich syn jak na dziecko przystało uczęszcza do szkoły i nie stwarza problemów wychowawczych. Dowiadujemy się także, że Lara ma problemy ze swoją szefową i delikatnie mówiąc Panie się nie lubią. Jak nakazuje sztuka filmowa po 15 minutach sytuacja odwraca się o 180’. (I nie mam tu na myśli, że to Lara zostaje nauczycielką.) Do domu naszej rodziny puka Policja. Może nie tyle puka co wpada, zakuwając w kajdanki głównych bohaterów na oczach syna który nie wie jak odnaleźć się w sytuacji. Po chwili dowiadujemy się o wyroku dla Laury za zabójstwo szefowej. Wszystkie dowody wskazują na jej winę jedynie jej mąż jest przekonany, że to nie ona. Postanawia pomóc skazanej żonie.

Cały film opiera się przede wszystkim na postaci Johna. Bardzo dobrze w roli odnalazł się Russell Crowe. To właśnie jemu towarzyszymy przez cały czas. Towarzyszymy jego myślom, jego czynom i powiem na swoim przykładzie kibicujemy mu przez cały film. Nie mamy tu do czynienia z superbohaterem. John jest nauczycielem i wiele rzeczy musi się nauczyć, sparzyć się na błędach, ‘dostać w jape’. Jest przy tym konsekwentny i za wszelką cenę trwa w realizacji planu. Nie jest też ideałem dzięki czemu widz ma okazje emocjonalnie związać się z bohaterem co jest na pewno ważne w tym filmie. Owszem momentami ma sporo szczęścia, jednak umówmy się ten film to z gatunku sensacja, a nie dramat wiec szczęście jest tu niezbędne. Całość oglądało mi się przyjemnie. Mijający czas odczuwałem jedynie dzięki znacznikom aktu które jakby częściej niż zwykle pojawiały się na ekranie. Końcówka troszkę przydługa jednak jestem skłonny wybaczyć ją twórcą filmu, bo dawno ponad dwie godziny filmu nie upłynęły mi tak szybko. Film nie zostawia haczyka w głowie który karze nam o do niego wracać – ale jako rozrywkę w weekend czy też w środę z pomarańczą warto rozważyć tą produkcje.