Strach / Angst (1983)

Die Angst (niem.) – rzeczownik (r. żeński): strach. Strach1. «niepokój wywołany przez grożące niebezpieczeństwo lub przez rzecz nieznaną, która wydaje się groźna» 2. «według wierzeń ludowych: duch zmarłego» 3. pot. «kukła ustawiona w polu, mająca odstraszać ptactwo».

strach!


Austria, lata 80-te. Ten naród ma coś w sobie obskurnego. Ten kraj mami świat dostatkiem i kulturowym kadzidłem, sztuką wysoką, która wywodzi się z duszy Austriaków, dzieci narodu skrywającego w swoim społeczeństwie nieodkryte pokłady perwersji i zamiłowania do brutalnej psychologii szału, fascynacji moralnym wykluczeniem. Słuchając Haydna rozmyślają o nihilizmie – niezrozumiałym dla nich ale także pociągającym. Austria to kraj, który zdawałoby się, płodzi najbardziej anty-humanistyczne filmy w dziejach kina. Może się mylę, może moja drastyczna niechęć do jałowości życia austriackiej peryferii, w połączeniu z ich germańsko kanciastym traktowaniem obrazu miksuje mi się w jeden wielki obłęd. Nie mam jednak wątpliwości, że ich kinematografia ma w sobie coś, obok czego nie mogę przejść obojętnie.

W 1983 roku, nakręcony przez Geralda Kargla, powstał film „Angst”. Historia z życia wzięta. Bezimienny psychopata, grany przez niesamowitego Erwina Ledera, wychodzi z więzienia, uprzednio spowiadając się widzowi przy więziennej zupie, ze swoich notorycznych zbrodni. Człowiek ten staje sam na progu nieznanego mu miasta, bez perspektyw, bez pomocy i bez planu na życie. Poza planem jednym. Zabić. To nie jest film o próbie powrotu do społeczeństwa. Ba, to nawet nie jest film o jakiejkolwiek przemianie. To film o rządzy tak niespotykanej, że nieznanej zwykłym ludziom. To pragnienie równe najbardziej destrukcyjnym uzależnieniom i ich skrajnej postaci głodu. To co dzieje się przez resztę filmu to studium psychopatycznego umysłu, którego podniecenie równa się strachowi, a wszystko dąży do spełnienia – jedynego możliwego wyjścia.

„Angst” wyposażony jest w szereg gadżetów, które przyprawiają, i tak już ostrą potrawę filmową, będącą subtelnym w swojej akcji i bezpośrednim w swoim obrazie, horrorem. Narracja prowadzona jest pierwszoosobowo. Zabójca tłumaczy widzowi wszystko po kolei. Co robi, czemu to robi, jaki ma plan. Co czuje, czego czuć nie chce, czego pragnie. Odkrywa mroczne sekrety swojego dzieciństwa. Narracja owa złożona jest ze zlepków wypowiedzi słynnych austriackich i niemieckich seryjnych morderców. I jest to bardzo wiarygodne. W połączeniu z wybitnie plastyczną grą Ledera i dziwacznymi kadrami, wytwarza się prawdziwy unikat.

Siła filmu Kargla nie polega na historii – bo ta przecież znana jest nie tylko z filmów ale i z życia codziennego. Nie polega na drastycznym, niemal dokumentalnym przedstawieniu, minuta po minucie, ciągu zdarzeń. Nie polega nawet na znakomitej pracy na linii aktor – reżyser. Polega na objęciu widza szerokimi ramionami obłędu. Na wprowadzeniu go do świata obcego, i zdawałoby się, irracjonalnego. Główny bohater, mimo uprzedniego zapewnienia o swoim perfekcyjnym planie, zachowuje się nielogicznie, nieostrożnie, głupio wręcz. I widz wie dlaczego. Widz to rozumie. Widz wyczuwa strach, wielki strach, który niemal paruje z ciała oprawcy. Widz prawie współodczuwa ekstazę rozsadzającą jego głowę, bezgraniczne podniecenie potęgowane adrenaliną uderzającą w ściany naczyń, które odsuwają na bok rozsądek i chłodną analizę. Każdy, najgłupszy nawet ruch mordercy jest dla widza jasny, jest naturalnym następstwem upływającego czasu, minionych wydarzeń. W końcu obraz łączy widza i psychopatę w odrazie.

„Nie mam sumienia. Nigdy nie czułem niczego w mojej duszy. Nigdy nie myślałem, że to, co robię to coś złego, nawet, gdy społeczeństwo uznawało to za złe. Moja krew i krew moich ofiar będzie na dłoniach moich oprawców. Musi być jakiś wyższy byt, który zapoczątkował życie. Ten wyższy byt uzna moje czyny za dobre odkąd zacząłem odpłacać się niesprawiedliwością. Wszystko to, co przecierpiałem, zniszczyło wszystkie moje ludzkie uczucia. Dlatego nie miałem litości dla moich ofiar.” Peter Kurten

3/3!