Wyjście przez sklep z pamiątkami / Exit Through the Gift Shop (2010)

Pamiętacie jaki był ostatni film który widzieliście w 2009 roku? Ja pamiętam… był to Sherlock Holmes w reżyserii Guya Ritchie. Film co by nie mówić dobry i cieszyłem się, że to właśnie na niego padł mój wybór tym bardziej, że był to pierwszy seans w cyfrowej jakości jaki widziałem w kinie. Na koniec 2010 roku wybrałem cos zdecydowanie innego. W tym roku może nie jest genialny reżyser, ale nie jest on przecież reżyserem, nie ma wielkich aktorów – aczkolwiek jest Shaq. Nvrmnd robię z tego tajemnice jakbyś drogi czytelniku nie wiedział o jakim filmie pisze, a to przecież „Wyjście przez sklep z pamiątkami”

Słyszałem wiele pochlebnych opinii o tym filmie jednak nie udało mi się wstrzelić na niego do kina. Wiem, że Warszawa grała go w aż trzech Multipleksach, ale w moim mieście nie miałem tego szczęścia/nieszczęścia i jedyne kino które wyświetlało ten dokument wybrało jak na złość niefortunny dla mnie termin. Szczęśliwie znalazł się ktoś kto udostępnił mi płytę z filmem (polska premiera blisko 12 miesięcy po światowej a co..) i oto mogłem zamknąć rok 2010 w dobrym guście!

Dokument o dziwo zaczyna się od poznania postaci osoby która tworzy dokument – Thiery Guetta Mieszka on sobie z żoną i dziećmi w Los Angeles. Całe swoje życie nagrywa podręczną kamerą video – i sam nie wie jak to się stało, że zaczął to robić. Bezcelowym można nazwać to działanie do czasu kiedy okazało się, że jego kuzyn zajmuje się street art’em. Dopiero tutaj wchodzimy w temat filmu dokumentalnego. Dzięki pasji rejestracji wszystkiego wkraczamy w świat ulicznych artystów. Minuta po minucie poznając bohaterów wchodzimy w film, towarzyszymy im podczas wypadów, podczas zatrzymań, podczas ucieczek.  Wszystko to wciąga. W pewnym momencie dowiadujemy się o Banksym. Banksy to legenda street artu, ikona kultury porównywalna coraz śmielej do Andy Warhol’a. Nasz dokumentalista postanawia dotrzeć również do niego. Jest to bardzo trudne, wydaje się wręcz nie możliwe – a jednak. I w taki oto sposób poznajemy Banksy’ego. Człowieka w kapturze który momentami staje się narratorem historii. Towarzyszymy mu podczas jego wypadów do Los Angeles, a także podczas jego powrotu do rodzinnego Londynu. Wszystko w podobnym tonie jak wcześniej. Jednak druga połowa filmu to zaskakująca dziwna zmiana miejsc. To Banksy zabiera się za reżyserie dokumentu a Thiery Guetta za organizacje wystawy swoich prac…

Tutaj właśnie zaczyna się dyskusja która ma miejsce na każdym serwisie filmowym czy też związanym z street Artem. Podstawowe pytanie jakie jest tam zadawane można ująć w trzech literach „WTF?”. Przecież ten człowiek co biegał z kamerą nie potrafił nawet zebranego materiału w dokument skleić. Nie miał nigdy do czynienia ze sztuką. Nagle organizuje wystawę. I to nie swoją wystawę tak naprawdę. Większość pracy zleca grafikom komputerowym, artystom itp. Spójrzmy wiec obietywnie. Mogło tak być co dowodzi, że street art to tak naprawdę pestka i jedyne co w nim jest wyróżniającego to szaleństwo ludzi którzy ryzykują życie by namalować coś w ekstremalnym miejscu. Dowodziło by to jednak przede wszystkim, że to gustami społeczeństwa jest coś nie tak. Skoro człowiek z ulicy może stworzyć dzieło  łącząc puszkę Andy Warhola z talentem Banksyego wystawić jako swoje i ludzie zrobią oO. To obawiam się, że wkrótce nie odróżnimy instalacji od wieszaka, a psich odchodów od  instalacji ultramodern. Dlatego skłaniam się ku innej tezie, która brzmi ona następująco: Banksy zrobił sobie z nas jaja (i nie mam tu na myśli instalacji). Wprowadził wirtualnego bohatera, a sam ukrył się za wystawą zorganizowana w Los Angeles „Life is beautiful”.

1.Banksy „przyłapany” 2. Thiery Guetta. Myślę, że można doszukiwać się podobieństw w ramach terorii spiskowych

Różne źródła podają, że prawdopodobnie Banksy to tak naprawdę grupa ludzi. Istnieje także teza, że jest to kobieta. Osobiście uważam, że Banksy to załoga, a organizacja tej wystawy i nakręcenie filmu dokumentalnego o street Arcie miało na celu nagłośnienie tej dziedziny sztuki. Banksy słynie z zabawy symbolem, nieszablonowej postawy, jawnego buntu. Stawiam, że tym razem także miał jakiś cel. Na pewno udało mu się wywołać dyskusje dlatego myślę, że i każdy zaineresowany street art’em powinien zobaczyć ten pseudodokument by mieć swoje zdanie w dyskusji.

Film bardzo przyjemnie się ogląda. Nagrania z nocnych akcji budują napięcie. Obserwacja artystów którzy łamią prawo w imię sztuki jest naprawdę przyjemna. Uliczne dzieła które pojawiają się na ekranie cieszą oko. Do tego zadbano także o dobrą ścieżkę dźwiękową by Roni Size.  Polecam każdemu ten dokument. Przepraszam… prawie każdemu bo jeżeli uważasz, że sztuka graffiti to przejaw wandalizmu to nie jest to film który Cie zainteresuje.

 

Edit. Wpadłem jeszcze na jeden pomysł. Może tak naprawdę Banksy nie brał udziału w realizacji filmu. Przecież nietrudno nakręcić film i podać się za człowieka którego nikt nie widział w dodatku nie pokazując jego twarzy. Wszyscy wiemy jaką marką sam w sobie jest Banksy więc może ktos postanowił ją wykorzystać w nadziei, że sam zainteresowany nie ujawni się mówiąc: „oni kłamią to ja jest Banksy.” Jednak ta teoria już jest mocno naciągana tym bardziej, że na stronie http://www.banksyfilm.com/ jest info o filmie. Widać, że wpadłem na ten pomysł w nowym roku świeżo po przebudzeniu ^^