Weekend (2010)

Weekend. Czyli film, który nie nastrajał optymizmem już po obejrzeniu zwiastunu. Kiedy jednak usłyszałem dobre słowa na jego temat od kolegi, który w skali do 5 ocenił go na 5 pomyślałem, że znowu dałem się ponieść pierwszemu wrażeniu. Wybrałem się więc na seans nastrojony jak najbardziej pozytywnie.

Reżyser filmu Cezary Pazura, ostatnimi czasy kojarzy mi się z kabaretem niskich lotów, prymitywnymi żartami i powtarzanymi dowcipami które wszyscy znamy. postanowił dla urozmaicenia zrobić film. Pewnie pozazdrościł koledze Olafowi Lubaszenko sukcesu jego produkcji i dialogów, które przeszły do codziennego użytku i zostały zapamiętane jako poniekąd kultowe. Autorem scenariusza jest Lesław Kaźmierczak znany między innymi z.. z niczego nie jest znany. Mamy, więc do czynienia z co najmniej podwójnym debiutem! Przejdźmy do samego filmu.

Na dzień dobry z ekranu atakuje nas słoneczko Polsatu (a co ciekawe dystrybutorem filmu jest ITI).Słoneczko nie nastraja optymizmem no, ale jak to mówią „nowy rok nowe szanse”, więc z kredytem zaufania czekam, co się wydarzy. Na ekranie pojawiają się znane twarze. Najbardziej cieszy mnie obecność Pawła Małaszyńskiego, którego osobiście lubię mimo roli amanta w „Magdzie M” i wpadki (jak sam przyznaje) w „Ciachu”, oprócz niego na ekranie widzimy Jana Frycza, Małgorzatę Sochę, Radosława Pazurę, a nawet wspomnianego Olafa Lubaszenkę, który postanowił chyba po koleżeńsku podkręcić obsadę filmu.

Akcja rozgrywa się w około Maxa i Guli – pary gangsterów, którzy mają dokonać ‘Big Deal na mieście’. Widzimy, więc dwóch panów w świetnych samochodach władających bronią i znających tajniki sztuk walki. Trudno tu uniknąć porównań do „Pulp Fiction” skoro reżyser przedkładał QT, jako wzór. Stwierdzenie, jakiego kol wiek podobieństwa do pary Vincent Jules to bluźnierstwo! Może i duet Małaszyński-Lewnadowski chciałby pokazać pazur i gangsterkę jednak pazurowska pogoń za „kultowymi dialogami” unicestwia ich zamiary. Dialogi brzmią sztucznie, a napychanie efektów czy też slow motion niszczy wszystko (a przecież my na EWTO kochamy Slow Mo.). Podobnie postać komisarza nie tyle ogranicza, co uniemożliwia pokazanie bogatych przecież możliwości aktorskich Jana Frycza. Z całym szacunkiem, ale tych bezsensownych, odgrzewanych żartów nawet najlepszy aktor nie byłby w stanie wypowiedzieć by brzmiały naturalnie. Uważam, że ostatnimi czasy, kiedy nie ma już się z czego śmiać – twórcy filmowi/kabaretowi sięgają po gejów. Każdy z nas zna stereotyp geja z „luźnymi nadgarstkami” i dziwnym głosem. Cezary Pazura też zna i spora część filmu to powtarzany już setki razy żart z homoseksualisty i wszystkiego, co z nim związane.

W pewnym momencie częściej niż na ekran patrzyłem na zegarek wyczekując końca seansu. Niestety… Polacy nie potrafią kręcić filmów o mafii i nie wiem, po co pchają się w ten temat. Pani Socha w filmie pojawia się na jakieś 10 minut – mimo że całość trwa długie dwie godziny. Podobnie Olaf Lubaszenko, który jedyne, co pokazał na ekranie to fakt, że ma się dobrze i ładnie przytył. Poszukajmy jednak pozytywów. Muzyka? Czy w tym filmie była w ogóle muzyka? Nie odnotowałem takowej. Jest to chyba zaleta, bo w przeciwieństwie do obrazu nie drażniła moich zmysłów. Myślę, że godny zauważenia jest fakt, że muzyką zajął się Filip Siejka ‘znany’ z przygotowania dźwiękowego serialu „Sfora”(niemal debiutant podobnie jak reżyser i scenarzysta?). Nie wiem jak jeszcze zachęcić do obejrzenia tego filmu? …. Mam! Poszperałem trochę w sieci i okazało się, że przy filmie pracował ktoś, kto miał już do czynienia z filmem! Monika Sajko-Grabowska autorka scenografii w filmie przygotowała także scenografię do „Vinci” „Plac Zbawiciela” (btw najmocniejszy polski film, jaki widziałem) „Palimpsest”, ale także do „Pory Mroku”. No i tym sposobem okazuje się, że nie tylko muzyka i doświadczona Panią scenograf mogę wysunąć, jako argument zachęcający do obejrzenia tego filmu, ale także fakt, że „Weekend” jest lepszym filmem niż „Pora Mroku”!

Może tymi słowy zakończę wypowiedź na temat produkcji, którą Itak zobaczy pewnie masa społeczeństwa, bo po to ona powstała. Nasza polska miłość do filmów w ojczystym języku jest naprawdę ogromna i zapewne, gdy ja będę wybierał się na Tamarę Drew większość osób w kinie będzie ramie w ramie oglądała ten gangstagniot. Pamiętajcie by podzielić się wrażeniami…