The Fighter / Fighter (2010)

Tak jak myślałem. Historia oparta na faktach całkiem wiernie (przeszukałem troszkę youtube pod kątem walk i wywiadów), Mark Wahlberg boksuje i jest słodziak, Christian Bale ćpa i znów popisuje się przemianą cielesną dla celów filmu, a Amy Adams jest całkiem sympatyczna. Reżyser David O. Russel natomiast wcześniej nakręcił ‚Three Kings’ (u nas znane jako ‚Złoto Pustyni’) oraz ‚I <3 Huckabees’ (w obu występował Wahlberg). Były dwie opcje: kompletnie płytkie, banalne, nijakie ścierwo albo, niczym dawka dobrego cracku – wciągające, pełne emocji i trzymające w napięciu.

Dla mnie był tym drugim. Film opowiada prawdziwą historię przyszywanych braci Dicky Eklunda (Bale) i Micky Warda (Wahlberg) – w różnych etapach życia zawodowych bokserów. Dicky był bohaterem rodzinnej miejscowości Lowell jako pogromcy Sugara Ray  Leonarda, ale od lat niszczyło go uzależnienie od cracku. W cieniu brata jest Micky, którego kariera bokserska jest w fazie stagnacji a treningi z bratem i wpływ matki wcale nie pomagają w odróceniu tego trendu. Film zaczyna się sceną kręcenia dokumentu HBO o ‚powrocie Dumy Lowell’, w który angażuje się cała dzielnica.

Tyle wstępu. Historia, tło i postacie były bogate i ciekawe. Przedstawienie średniej klasy amerykanów pochodzenia irlandzkiego lat 90-tych jako obrażalskich i wiecznie wkurwionych wariatów mi osobiście przypadło do gustu. Pokazanie ćpuńskiego życia Dicky’ego i wątek dokumentu HBO były świetne, a scena najazdu 8 bab była genialna. Gra aktorska stoi na wysokim poziomie. Marky Mark przez 4 lata pokryjomu pakował do tej roli, a bracia Ward/Eklund nawet mieszkali u niego tymczasowo podczas produkcji. Bale schudł prawie jak w ‚Mechaniku’ i nauczył się bostońskiego akcentu oraz całej mimiki i gestów Eklunda. Wszystkie kobiety grają tak jak nakazują ich postacie, są przeraźliwie wkurwiające. Nienawidzę matki i sióstr, a dziewczyna Warda też ma swoje złe chwile. Sceny na ringu były realistyczne (Wahlberg nie miał dublera i dostawał strzały na japę) i trzymały w napięciu, a sceny poza ringiem kipiały emocjami, nieprzesadzonym dramatyzmem i wiarygodnością. Film wciągał i opowiadał świetną historię. Minimalnie zawiodłem się na końcówce, ale jak już pisałem na początku, sprawdziłem na youtube i jest wręcz niewiarygodnie blisko prawdy. W kategorii dramat/obyczaj to mój faworyt 2010 zaraz po ‚Animal Kingdom’ więc Ej Weź To Obejrz.