Trochę o Oskarach (znów)

Oskary znów w niedzielę w nocy, więc pewnie mało kto będzie całą galę oglądał. Ja nie będę, bo te najlepsze kawałki i tak można zobaczyć post factum, na YT i nie męczyć się z dłużyznami dotyczącymi kategorii, które nikogo nie obchodzą poza samymi nominowanymi. Poza tym nie trzeba zarywać nocy – i to pewnie główny powód, bo jakby gala była w sobotę to bym sobie zobaczył.Zastanawia mnie jak skończy się cała afera z Banksym – czy się pojawi, czy się pojawi substytut, czy będzie jakaś prowokacja, jakiś performens, czy wygra, czy będą jaja. Choć spodziewam się, że Akademia na nic co mogłoby wymknąć się spod ich kontroli, nie pozwoli. Ciekawe czy ktoś się popłacze i czy ktoś skomentuje światową politykę. No i ostatecznie, ciekawe kto wygra.

W kategorii najlepszy film, nie ma obrazu wybitnego. Mimo to wybór zdaje się być ciekawszy niż rok temu. Jest kilka filmów ciekawych/świeżych – Czarny Łabędź pewnie co nieco zgarnie, choć nie będzie to raczej nagroda główna. Reanimacja westernu braci Coen, jeden z najlepszych filmów w zestawie, też nie ma szans. Stawiam na „Incepcje” lub „Jak zostać królem” – i nie wiem czy jest się z czego cieszyć. Film Nolana jest niezły i spektakularny, czyli taki jaki miał być. Ale czy to film, który zasługuje na najbardziej prestiżową nagrodę w przemyśle filmowym? Tym samym miałby to być najlepszy film jaki powstał w przeciągu ostatniego roku. Nie jest. Aczkolwiek jest „na czasie”. Porównując do zeszłorocznego zwycięzcy „Hurt Locker’a”, wydaje się być w większym stopniu czymś co może reprezentować dobre kino drugiej dekady XXI wieku. Ale to za mało.

„Jak Zostać Królem” jest miły, nawet potrafi rozczulić. W odróżnieniu od „Incepcji” jest bardzo klasyczny. Poza tym dobrze, prosto nakręcony i znakomicie zagrany. Colin Firth zasługuje na statuetkę za rolę pierwszoplanową męską. Geoffrey Rush, też nominowany (rola drugoplanowa), dorzuca swoje trzy grosze. Polubiłem dziada. Mimo wszystko, jako całość, nie zasługuje na Oskara.

Ostatecznie widziałbym go w rękach Aronofsky’ego, za „Black Swan”. Czarną owcą może też być „127 godzin” – Akademia lubi Boyle’a.

Role męskie? Jak wspomniałem – Firth. Bridges, mój ulubieniec, tym razem zostaje daleko w tyle. Oczywiście jego Rooster z „True Grit” jest znakomity, ale kompletnie wtórny. Bridges jako zapijaczony, męski lekkoduch z głosem, który doprowadza kobiety do orgazmu, to koncepcja już dobrze znana. Znana, lubiana i ja mogę jeszcze ją kupować bo to wszystko jest sympatyczne – ale nie na Oskara. Poza tym powinien dostać w dupę, jako nagana za udział w „Tronie”.

Z drugiego planu polubiłem samouka-doktora z „King’s Speach”, o czym już wspomniałem, ale złoty chłopek idzie do Christiana Bale’a – za przygotowanie do roli, za wierność odtworzenia, za samą grę, za najlepszy punkt filmu „Fighter”. Trzymam za niego kciuki.

O kobietach trudno mi mówić, bo sporo ról nie widziałem. Te które widziałem konstruują jeden wniosek – Natalie Portman. Chłód, który bije z jej oczu w „Black Swan” powinien paradoksalnie rozpalić serca jury i dać jej Oskara. Fajna rola, należy jej się chyba. W supporting role też mam faworytkę, choć szansy ona raczej nie ma. Żadnej z ról nominowanych, poza tą jedną, nie uznaję za dobrą. Niektóre w ogóle mnie dziwią – Amy Adams? Say what? Nieważne. Mój typ idzie do młodziutkiej Hailee Steinfeld za rolę mściwej i zaradnej córki u Coenów. Dużo w tym uroku, rzecz bardzo przekonująca. Nieco dziwi mnie, że to jakoby „supporting role”. Hm.

Reżyserów w puli mamy wybitnych. I to też widać w filmach. Każdy z nominowanych jest nakręcony co najmniej dobrze. „Czarny Łabędź” ze swoim mrokiem i aurą tajemniczości przykuwa uwagę. „True Grit” jak zwykle znakomicie – ale bracia są zawsze bezbłędni. Te dwa filmy powinny się Oskarem podzielić. Jednak sprawność i budowanie napięcia przez Finchera, w „The Social Network” też każe zerknąć w jego stronę.

Scenariusz, a niech będzie, oddałbym Nolanowi. Co prawda końcówkę jego filmu bym zmienił, ale „Incepcja” napisana jest świetnie. Zwłaszcza, że te scenariusze, które mogłyby zachwiać jego pozycję na podium znajdują się w innej kategorii – scenariusz adaptowany. A tam zręczne, pokazowo miłe „Prawdziwe męstwo” i pulsujący „The Social Network”.

Jak dla mnie wielkim przegranym powinien być „Fighter” – nominowany w wielu kategoriach, zasługuje tylko na laury za rolę Bale’a. Jak będzie zobaczymy. A, i oczywiście – Banksy! Dajmy Akademii szansę.