I Stand Alone / Sam Przeciw Wszystkim (1998)

Mizoginizm. Frustracja. Upadek. Tak mniej więcej, w tych trzech słowach, opisać można życie bohatera wykreowanego przez Gaspara Noe. Wszystko zaczyna się od pijackiego, aczkolwiek ważnego dla spójności przesłania monologu, przerywanego dźwiękowo-typograficznym zaznaczeniem najważniejszych treści – MORALNOŚĆ, CZŁOWIEK, SPRAWIEDLIWOŚĆ, BIEDA. Po tym krótkim wstępie część widzów zapewne przekonana będzie, że widziała coś na kształt trailera, a zupełnie inna część, ta starsza, z chorobą wieńcową, prawdopodobnie umrze. Myślę, że na okładce „I Stand Alone” powinna być jakaś naklejka od Ministerstwa Zdrowia, bo Noe igra z naszym spokojem, akcentując pewne sceny z siłą młota, a właściwie wystrzału z pistoletu. Co ciekawe, sam w pewnym momencie ostrzega – MASZ 30 SEKUND ABY ODEJŚĆ OD EKRANU i zaczyna odliczanie.

Fabuła toczy się w dziwkarskiej Francji pogrążonej w kryzysie, duszącej się w oparach smogu, bezrobocia, niechęci rasowych, małomiasteczkowego erotyzmu i upadku wartości. Pola Elizejskie zastąpione są tutaj ponurymi ulicami paryskich suburbiów, Moulin Rouge zmienia się w obskurne rzeźnie i tanie hotele, a Proust czy Balzac to raczej wąsaty Arab i zapijaczony Rumun. Jak to mawiał pewien poeta, bynajmniej nie francuski –marazm, nihilizm, gówno.

W tych paskudnych warunkach, na tych wszystkich upiornych ulicach, wśród krwiożerczych i wścibskich spojrzeń, dane jest żyć pewnemu francuskiemu proletariuszowi – rzeźnikowi, którego największym życiowym sukcesem było spłodzenie córki i spędzenie odsiadki w więzieniu. Noe pokazuje jego życie od momentu nowego startu, jednak ten start rozpoczyna bieg, nie tyle do mety, co do rynsztoka. Spędza nędzne życie z grubą żoną i tępą teściową, na czynnościach tak bliskich polskiemu odbiorcy – wpierdalają kiełbasę, oglądają telewizję, piją, palą, narzekają, leżą, siedzą i konsumują.

Ta bezimienna postać Rzeźnika nie wzbudza w widzu jednoznacznych uczuć – ciężko czuć do niego sympatię, ale ciężko go znienawidzić. Ta właśnie analiza człowieka z nizin, wypełnionego frustracją i bezradnością, z motywacją tyleż silną co głupią, jest daniem głównym „I Stand Alone”. Psychologiczny portret Rzeźnika to próba podjęcia tematu konfrontacji wyrzutków społecznych z resztą społeczeństwa, z jego prawami, nakazami i konwenansami. Rzeźnik – paskudny, nienawistny frustrat jest nie tylko spojrzeniem głęboko w oczy społeczeństwa francuskiego, nie tylko analizą europejskich postaw tzw. prostego ludu – to obnażenie ludzi w ogóle, to szperanie w gęstych meandrach między salonowym szampanem, a płonącymi samochodami przedmieść. „I Stand Alone” to też coś więcej, coś głębszego, ale zdradzać nie będę, bo Noe mnie w ostatecznym rachunku zaskoczył.

Jest to oczywiście film stricte europejski, bogaty w wielowymiarowe postacie, zadający masę pytań; amerykanie powiedzieliby „disturbing”. Reżyser postawił na bezpośredniość formy i autorskie patenty. „I Stand Alone” potwierdza, że Noe to reżyser ważny, nowatorski i przede wszystkim taki, który nie zawaha się splunąć ci w twarz, inteligentnie sprowokować, obrazić twoich rodziców i chwycić twoje ramię za każdym razem kiedy nazwiesz kogoś skurwysynem i zapytać bezczelnie: „Czy aby na pewno?

IMDB 7.4