Dużo ostatnio, przy okazji różnych nagród filmowych, słychać na temat nowego filmu Kathryn Bigelow. W brytyjskiej telewizji “The Hurt Locker” reklamowany jest jako “one of the best war movies ever made”. I tutaj nasuwa się kilka pytań. Pierwsze, oczywiste, czy na pewno “one of the best”? Drugie, czy powstał w końcu film wojenny na miarę XXI wieku? Trzecie, czy kobieta potrafi nakręcić film opisujący świat skrajnie zmaskulinizowany, bez popadania w stereotypy? Z takimi pytaniami zasiadłem do ‘hurt lockera’ i z dozą, przyznam się szczerze, sceptycyzmu, bo w ostatnich latach jedynym filmem wojennym, który jakkolwiek można uznać za dobry był Jarhead.

Debiut reżyserski Steve’a McQueena – taka informacja przyciągnęła moją uwagę do filmu „Głód”. Steve McQueen to mój faworyt jeśli chodzi o aktorów-gwiazdorów z lat 60-tych i 70-tych. Bullit albo Papilon były dla mnie odkryciem innego kina, antagonistycznego wobec dzisiejszego Hollywood. Ale, ale… Tamten McQueen, niepokorny syn kina, zmarł jakieś 30 lat temu. Siłą rzeczy nie mógł nakręcić filmu w 2008 roku, a na jakaś produkcję pośmiertną, w stylu 2Pac, to nie wygląda. Więc? Więc McQueen, autor filmu „Głód” to czarnoskóry mieszkaniec Londynu i z amerykańskim gwiazdorem ma de facto niewiele wspólnego.

Wiele przypadków dzisiejszego dnia sprawiło, bym za kwadrans pierwsza na kanale Polsat zaczął oglądać ów film. Zapowiadało się wspaniale, ocena na imdb 7.0, cudny obrazek i przepiękny opis:

A thirteen-year-old girl’s relationship with her mother is put to the test as she discovers drugs, sex, and petty crime in the company of her cool but troubled best friend.
Pamiętam uczucie radości i ogromnego zniecierpliwienia, jakie pojawiało się podczas niejednokrotnej youtube’owej projekcji trailera zapowiadającego perfekcyjne odświeżenie gatunku blaxploitation. Film obejrzałem stosunkowo dawno i nie potrafię znaleźć powodu, dla którego nie zebrałem się do napisania recenzji od razu po seansie. W każdym razie, pod wpływem niedoboru dobrego materiału recenzyjnego ostatnimi czasy, zacząłem się zastanawiać czy nie brakuje na EWTO jakiejś filmowej analizy. Tym deficytem z pewnością jest „Black Dynamite” mimo, że większość odwiedzających ten blog osób już się nim uraczyło. Zachęcam do odpalenia poniższej nuty przy czytaniu tej recenzji.

Kiedyś jadąc turystycznym autokarem w stronę Hamburga, dzięki pomysłowym organizatorom wyjazdu, miałem okazję zobaczyć dwa filmy, po których projekcji cisnęło mi sie na usta tylko “o kurwa” (choć z różnych powodów). Parę lat później przypomniałem sobie o tych filmach i postanowiłem odświeżyć obie pozycje. Pierwszą pokonałem jakis czas temu i był to film “Skanersi” Cronenberga, drugim było właśnie “Gummo”, z którego pamiętałem tylko różowego królika i masę przekleństw. Tak się złożyło, że jest to film Harmony Korine’a, o którym pisałem przy okazji Kids i Larry’ego Clarka. To tylko wzmożyło mój apetyt i wczoraj w nocy zaserwowałem sobie na kolację projekcję “Gummo”.

Już mamy taką małą tradycję na EWTO, że czepiam się filmów Stevena Soderbergha. Jak dotąd miałem przyjemność/nieprzyjemność pisać o jego nowszych produkcjach, głównie tych o zabarwieniu politycznym. Jednak jak można pisać o Soderberghu pomijając film, który wprowadził go na salony amerykańskiego i światowego kina. Jeśli nasz bohater miałby czymś się chwalić to właśnie obrazem “Sex, Lies and Videotape“, którego dorobek nominacji i wygranych jest imponujący, jak na ówczesną pozycję reżysera. Wśród licznych nagród znajdują się m.in. nominacja do Oscara za scenariusz oryginalny, kilka nominacji do Złotych Globów czy zwycięstwo na Sundance Film Festival (najlepszy dramat – nagroda publiczności) i wreszcie Złota Palma w Cannes w 3 kategoriach (najlepszy aktor – James Spader, nagroda krytyków FIPRESCI i palma za najlepszy film roku). No, poważna sprawa.

Brak czasu dojeżdża redakcję EWTO. Był plan, by stanąć w szranki z innymi serwisami/blogami/śmieciami/dziwkami/szujami, w prezentacji list najlepszych rzeczy 2009 roku. Mieliśmy się spotkać i to obgadać, ale jak już się spotkaliśmy to szybko rozmawiać nie byliśmy w stanie. Dlatego, przeglądając dzisiejszą prasę internetową, wpadłem na to jak zaserwować czytelnikom namiastkę takiego bajeru jakim jest Top 10.

Gdy taki typ jak Tarantino mówi o swoich ulubionych filmach, dla wielu osób jest to niezła gratka. Jeszcze fajniej gdy podaje listę najlepszych (wg niego) filmów minionego roku!
czytaj dalej…
Dwóch Kanadyjczyków, Corey Adams i Alex Craig, wygrało $1,000,000 w konkursie Fuel TV na film krótkometrażowy. Nie wiem, nie widziałem. Natomiast nagrodę przeznaczyli na rewolucyjny w swojej tematyce film. Nakręcili bowiem fabularny film psychoskateboardowy! Miał światową premierę na festiwalu w Toronto 2009 i chyba właśnie znalazł dystrybutora, czy coś w tym stylu, bo podobno niedługo będzie go można w Stanach oglądać w kinach.
Myślałem, że nie będę tu pisał o serialach, ale przy takim podwójnym ciosie jaki otrzymałem tego poranka od HBO, nie mogłem się powstrzymać.

Czuć ten klimat!
Cokolwiek to jest, wygląda świetnie.
Dobra, nie takie cokolwiek, fabuła też zapowiada się wyśmienicie. Australijski thriller kryminalny opowiadający historię 17-letniego chłopaka, którego walka o przetrwanie toczy się na granicy dwóch światów. Jego mafijną rodziną i policjantem, któremu wydaje się, że może go od tego uchronić. Ogólnie jeśli akcja dzieje się w czasie niedawnej 10-letniej wojny gangów w Melbourne to zapowiada się nie lada czad. Film ma premierę na festiwalu w Sundance, miejmy nadzieję, że szybko trafi do dystrybucji.
Tak tak, pojawił się w sieci pierwszy zwiastun tego już dość kontrowersyjnego remake’u. Za kamerą Joe Carnahan, czyli twórca dobrego “Narc”, ale również odtwórczego, mocno inspirowanego filmami Guy Ritchie’go i Q.T. - “Smokin Aces”, który miał swoje highlighty (dość dobry Jeremy Piven, Clint Mansell odpowiadający za warstwe audio, mało wkurwiający Ryan Reynolds), ale próba imitacji wspomnianych filmów jest zbyt oczywista i nie do końca udana. Swoją drogą jakoś miesiąc przed lutym wychodzi sequel przeznaczony na rynek video (choć powinno się teraz mówić rynek dvd). Więcej w rozwinięciu.

Sekretny film krótkometrażowy Spike’a Jonze ma tytuł i datę premiery -> ma otwierać pokaz krótkometrażówek na festiwalu w Sundance 21 stycznia.

Wiadomo, że będzie coś o robotach i o fake-zespole The Lost Trees (który grają głównie członkowie zespołu Moonrats).
Ciekawe kiedy trafi w internacjonalny kawałek wirtualnej przestrzeni.
Redakcja EWTO w liczbie 2/3 spróbowała przyjąć nowe wypociny mocno przekultowionego reżysera “Donnie Darko”. Obawy wisiały jednak powietrzu ze względu na poprzednie dzieło, czyli “Southland Tales” (przeokrutne ścierwo m.in. z Justinem Timberlakiem i Dwaynem “The Rock” Johnsonem).

Gdy zastanawiam się nad następstwami tego filmowego, technologicznego majstersztyku, nachodzi mnie jakiś milion przemyśleń. Nie jest to więc typowa i recenzja, lecz bardziej esej na temat mojej opinii o tym filmie i przede wszystkim skutków zarabiania bilionów przez tego rodzaju filmy dla świata kinematografii i świata w ogóle.
![]()
Dobra – wstęp jest bez sensu bo wiadomo co i jak – James Cameron, 237 mln $, 12 lat, 2D/3D/IMAX 3D i inne tego typu “fuck man, it’s awesome“. Tyle tylko, że to nie do końca takie awesome. Z tym filmem jest dokładnie odwrotnie niż z fragmentem notki nt Camerona na wikipedii:
Najczęściej poruszaną przez tego reżysera tematyką są relacje pomiędzy człowiekiem a światem maszyn i technologii. Często pojawiają się silne kobiece postacie. W większości jego filmów ukazany jest w jakiejś scenie wybuch nuklearny.
Say what? Brzmi tak debilnie, że aż świetnie. Awatar zapowiadał się ciekawie a jest słaby, nudny i irytujący.
![]()
Bądźmy szczerzy – w życiu nie poszedłbym do kina na ten film, gdyby nie trzy współistniejące czasowo elementy. Po pierwsze miałem kaca i każdy ambitniejszy film mógłby rozsadzić mi głowę; po drugie film został mi polecony; po trzecie nie było w kinie nic ciekawszego, czego bym nie widział. Oczywiście wątpliwości czy nie marnuje wieczoru pozostawały we mnie do samego momentu wejścia na salę kinową. Swoją cegiełkę dołożyli polscy dystrybutorzy zajebistym tytułem rodzimej wersji tj. “Prawo Zemsty“. Swoją drogą, główny bohater w środku filmu krzyczy, wydawałoby się w stronę polskich mistrzów-tłumaczenia-tytułów, “TU NIE CHODZI O ZEMSTĘ!!!”. Whatever, przejdźmy do meritum.

Notka ta mogłaby pojawić się zarówno na tym, jak i na paru innych blogach/stronach, bo Clark to nie tylko filmy ale też teledyski, fotografie albo bójki i spory polityczne – ale o tym później. Kiedy w Polsce tworzyło się gówniane, społecznie zaangażowane filmy (co zresztą robi się do teraz), Larry Clark zebrał bandę bachorów po obu stronach kamery, zmieszał ich codzienne problemy i zachcianki ze swoim młodzieńczym doświadczeniem, i stworzył film, który razi, i szokuje z siłą po stokroć większą niż gro (wszystkie?) nadwiślańskich filmów o patologiach. Mowa oczywiście o “Kids” z 1995 roku. Ale “Kids” to nie jedyny szokujący twór Clarka.

Kolejny cudowny remake z synem Willa Smitha (tytułowy karate kid) i Jackie Chanem (mentor, odpowiednik Miyagi). Opis z filmweb jest taki piękny, że aż go przekleje:
Bohater filmu, Dre (Smith), jest miłośnikiem gier wideo oraz jazdy na deskorolce. Jego matka w obawie przed zwolnieniami decyduje się przyjąć ofertę pracy w Chinach. Dre, który nie zna trudnego języka, ma kłopoty z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, a w dodatku jest prześladowany przez okolicznych rzezimieszków. Chłopiec postanawia ćwiczyć sztuki walki na Nintendo Wii, czym zwraca na siebie uwagę pana Hana (Chan). Ten obiecuje uczynić go wojownikiem, a przy okazji nauczyć chińskiego.
Trailer na koniec:
Bertu jarasz się ??
Wszyscy dissują ten film troszeczkę. Że będzie nędznym ścierwem. Ja dostrzegam w nim potencjał i fun, a ten trailer mnie jeszcze bardziej zachęca przedstawiając jedną z bohaterek.
Czyli trailer do filmu ‘Knight & Day’ :D
I chociaż wątpię, by sprostał moim wymaganiom, to pewnie na chillowym kacporanku się będę cieszył jak dziecię.
Dostałem właśnie klip stworzony z fragmentów filmu Trashin’. Niezłe jaja bo główny bohater to ujeżdżający deskę skateboardową, młodziutki Josh Brolin (aktualnie świetnie znany i rozchwytywany, zagrał np. w No Country For Old Men, W. czy Planet Terror).
miluchne! dzięki żydu bmx! <3
Ridley Scott, Russell Crowe, Cate Blanchett, Robin Hood…
i na chuj ’sie pytam’?

Właśnie skończyłem oglądać ten film, mimo że po minucie jego trwania stwierdziłem, że już go widziałem. Jeśli go jeszcze nie widziałeś/aś to go zobacz. Gdyby nie ten film, w życiu nie powstałby Napoleon Dynamite ;) Cudowna ‘czarna komedia’ o dorastaniu w szkole. A cult-classic jak to się zwykło mawiać.
Jeden z kilku (ośmiu?) trailerów do filmu Patryka Vegi “Ciacho”. Żałosny? Fajny? Promocyjnie trafia w dziesiątkę? Vega to kolo od “Pitbulla” więc ciekaw jestem.
szał szok i czad czyż nie?
durne. zapraszam na więcej ciekawostek reklamowych dokładnie w tym stylu na hajlajfloryda blog :) gdzie znajdziemy reklamy tej samej firmy z bradem pittem (dwie nakręcone przez spike’a jonze), słynną japońską reklamę billa murray’a oraz prawie tak słynną japońską reklamę z vincentem chase’m.
“W stylu Tarantino“, “polskie Fargo“, “najbardziej zaskakujące zakończenie od czasów Wściekłych Psów” – tak ten film jest reklamowany. Yeah right, czy kogokolwiek to zachęca? Czy ktokolwiek w to uwierzy? Czy jakkolwiek to opisuje ten film? No cóż, trochę tak. Dobrze skrojony, zakręcony, trzymający w napięciu, pełen ciekawych dialogów, niespokojnego klimatu i tajemnicy film Wojciecha Smarzowskiego czerpie garściami z najlepszych amerykańskich reżyserów postmodernistycznych i przenosi ich styl w realia absurdalnej Polski socjalistycznych lat 80-tych.

Recenzja dość nietypowa bo nie będzie o filmie ani fabularnym ani stricte dokumentalnym. Nie codzień jednak reżyser takiej klasy zabiera się za kręcenie koncertu. Co więcej, to nie jest zwykły koncert – to specjalnie skrojone przez Scorsese widowisko, od starego fana dla starych fanów. W sumie ciężko też nazywać to widowiskiem, bo koncepcja tego występu odbiega od napompowanego show jakie Stonesi serwują na swojej regularnej trasie. Tutaj wszystko jest magiczne, nawet Christina Aguilera, która niedawno wchodziła w błazeńskie kooperajce np. z P Diddym wypada tutaj jak rock’n'rollowy kociak w fajnym, zaczepnym stylu. Kameralnie. Ale od początku.

Za www.filmweb.pl:
“Taking Woodstock” to pełna kolorów i muzyki komedia, która powstała na podstawie pamiętnika Elliota Tibera pod tytułem “Taking Woodstock: A True Story of a Riot, Concert, and a Life”. Autor będący tutaj głównym bohaterem prowadzi wraz z rodzicami podupadający finansowo motel w Catskills. Nic nie wskazuje na to, że latem 1969 roku Tiber znajdzie się w centrum wydarzeń historycznych. Oto bowiem będzie nie tylko świadkiem, lecz przyczyni się wręcz do organizacji najsłynniejszego na świecie koncertu, który stanie się symbolem pokolenia Hipisów.

Nie wiem czy to będzie fajne ale się tym sporo ludzi podnieca. Pewnie dla kogoś kto lubi przez 99 minut oglądać jak super-ninja musi zabić wszystkich innych ninja, będzie to bardzo spoko bo na imdb piszą, że to “pure ninja awesomeness“. Film pana od m.in. “V jak Vendetta“. Na świecie już jest od września, w Polsce premiera 22 stycznia 2010.
High school noir-comedy, tak można najzwięźlej opisać ten film. Pomysł: kryminał typu film-noir wsadzić w mury szkoły średniej, okrasić pewną dawką pastiszu wspomnianego gatunku i dodać kilka sprośnych komentarzy i sporo gagów w stylu filmów dla nastolatków. Fajne jest to, że bohaterowie zachowują się jakby byli dorosłymi graczami w jakiejś kryminalnej rozgrywce. Mamy tu famme fatale, zamach, narkotyki, brutalność i reportera szkolnej gazety, próbującego rozwikłać wielką zagadkę. Jeśli chodzi o estetykę i grę aktorów jest całkiem spoko. Zrobiony jest dobrze i jest w pewnym stopniu szalony, a fabuła pokręcona. Jakby tego było mało dyrektora szkoły gra Bruce Willis, a MTV lansuje ten film porównując go do takich tytułów jak Rushmore, The Usual Suspects, Chinatown, Sixteen Candles, czy Fast Times at Ridgemont High. Ale czy film jest spoko?

Van Sant w swoim “Paranoid Park” znów zabiera się za buntowniczy okres dorastania. Jest to o tyle dziwne, że na warsztat bierze społeczność skaterów a połowę filmu poświęca nielegalnemu skate-parkowi (tytułowy Paranoid Park), co jak na kolesia mającego 55 lat jest, jak mniemam, poważnym wyzwaniem i środowiskiem dość nietypowym. Jednak nie jest to tylko film o dorastaniu, nie jest to film tylko o deskorolce, ale jest to też osobliwa historia dzieciaka z Portland, którego wizyta w Paranoid Park, zmieniła całe życie.

Steven Soderbergh kręcąc “Che” poszedł z jednej strony na łatwiznę, z drugiej, podjął się wyzwania. Łatwizna polegała na lotnym temacie, tyleż kontrowersyjnym, co wciąż aktualnym w debacie publicznej. Pod tym względem “Che” Guevara był zawsze wdzięcznym obiektem dla komercyjnych przedsięwzięć – tabuny lewicowych che-lovers zawsze wiernie wydadzą pieniądze aby usiąść w jednym (kinowym) rzędzie z che-hatersami, którzy równie wiernie, nieco masochistycznie, sprawdzają kolejne wersje mitu. Druga strona medalu to właśnie fala krytyki, która ciągnie się za Ernesto Guevarą, przekładająca się na każdego kto próbuje ukazywać w korzystnym świetle kubańskiego rewolucjonistę z Argentyny.

Rzadko oglądam polskie filmy, tym bardziej w kinie, ale wszystkie ochy i achy wyczytane w prasie jakoś mnie do tego skłoniły. Chodzi tutaj o debiut Pawła Borowskiego „Zero”, o którym gdzieniegdzie wyczytałem, że wnosi powiew świeżości do polskiej kinematografii. Czy naprawdę jest to ewenement na skalę rodzimego filmu?

Krótkometrażowy film w stylu ‘District 9′ (oryginalnego a nie kinowego) wyreżyserowany przez Fede Alvareza, zaskoczył Hollywood. Studia filmowe zaczynają o niego walkę, więc spora szansa, że za rok zobaczymy pełnometrażową produkcję, lub jakiś inny film wspomnianego reżysera. Zapraszam na Atak Paniki! bo jest całkiem fajowy!
Po remake’u znakomitego Funny Games, przeniesionego w realia amerykańskie, Haneke powraca do Austrii i cofa się o kilka dekad pokazując widzom demony ukryte w pozornie spokojnej, przedwojennej wiosce. Wizualnie w czerni i bieli, choć w charakterystyce bohaterów znajdziemy, na szczęście, wiele odcieni szarości. W kinach opisywany jest jako “thriller” i faktem jest, że całkiem sprawnie trzyma w napięciu, jak na film, który, przy okazji, porusza kilka innych kwestii takich jak wojna, hipokryzja, przemoc czy nadużycia wobec dzieci. Pozostawia też głęboki ślad po wyjściu z kina, zwłaszcza zaraz po końcówce seansu. Ale czy to wszystko sprawia, że “Biała wstążka” to film dobry? A nawet jeśli dobry, to czy godzien wszystkich nagród, które otrzymał, i które pewnie jeszcze otrzyma?

czyli jak Wes Anderson kręcił Fantastycznego Pana Lisa, a Nic Cage zagrał u Herzoga w nowym Złym Poruczniku

Jakiś czas temu ktoś podsunął mi dwa tytuły: „Nil by Mouth” i „War Zone”, ale nie miałem okazji, czasu albo najprawdopodobniej chęci by się z nimi zapoznać. Niedawno natrafiłem na rekomendację dokładnie tych samych dwóch filmów i okazało się, że często przy jednym z nich pojawia się odwołanie do drugiego i vice versa. Skąd ta zależność ? A stąd, że w obu obrazach poruszana jest pokrewna tematyka – mroczne zakamarki ludzkiego umysłu. W obu produkcjach główną rolę odgrywa brytyjski aktor – Ray Winstone. W obu filmach po drugiej stronie kamery stanęli znani aktorzy – Tim Roth i Gary Oldman. Czytaj dalej, jeśli chcesz wiedzieć czy są to udane debiuty reżyserskie.


Seria stworzona po to by nie przeszukiwać internetu w poszukiwaniu nowych, ciekawych (i żałosnych) trailerów. Wszystko w jednym miejscu, co piątek.
Dzisiaj w programie:
- Sherlock Holmes
- Date Night
- Kick-Ass
- Up In The Air
- Clash Of The Titans
- A Single Man
- Brothers

Scenarzysta i reżyser Judd Apatow (‘Wpadka’, ‘40-letni prawiczek’) o Funny People mówił tak:
‘Staram się zrobić bardzo poważny film, który będzie dwukrotnie zabawniejszy od moich poprzednich. Życzcie mi szczęścia!’
Życzyłem mu tego strasznie, bo lubię filmy w których maczał palce. Ale tym razem do szczęścia troszeczkę zabrakło.
Elvis i JFK nie zginęli. Obaj żyją spokojnie w domu opieki. Z tym, że Elvis to Bruce Campbell a John Kennedy to murzyn.

The King vs. The King of the Dead
Jakby tego było mało, ich dom starców zaczyna nawiedzać duszożerna mumia przebierająca się za kowboja. Wow.
‘Chopper’ Andrew Dominika, to film oparty na po-części-autobiograficznej (dlaczego po-części? dowiesz się pod koniec tesktu lub filmu), książce tytułowego Marka Brandona ‘Choppera’ Reada (Eric Bana) – legendarnego, australijskiego bandziora i mordercy. Read napisał ją w więzieniu i dzięki temu, że była bestselerem stał się swego rodzaju celebrytą. Celebrując więc celebrę, zapraszam na recenzję.

Zabierając się za film nie miałem pojęcia o tym kim był tytułowy Chopper. Nie wiedziałem, że facet zabił 19 osób, a wyrok odsiedział tylko za jedno morderstwo i to w samoobronie.
Nie mam pojęcia o co chodzi i co z tego wyniknie ale prezentuje trailer do nowego filmu Gary Shore’a “The Cup Of Tears“. Ma to być sience-fiction w konwencji samurajskiej. I żeby było śmieszniej produkcja jest irlandzka. Check this out:
edit: ok, na imdb znalazłem takie coś:
Director Gary Shores has informed us that this is a stand alone trailer which took almost 2 years to make. He did all of the matte paintings himself, with compositing and 3d by Windmilllane post production in Dublin. He’d love to make it into a feature film and is currently looking for backing.
Jedną z ciekawszych nadchodzących premier wydawało się być nowe widowisko Duncana Jonesa z Samem Rockwellem w roli głównej. Mówiąc szczerze, jedyne co wiedziałem o tym filmie to fakt, że głos Gerty’ego (robota) jest głosem Kevina Spacey, plus to co widziałem w trailerze. A oto on:
Bądźmy szczerzy: mało kto szedł na ten film, żeby zobaczyć dobry horror; mało kto wogóle wiedział, że to horror. Słowem kluczowym była tutaj Megan Fox. Kogo obchodzi fabuła? Megan Fox bez koszulki, Megan Fox w obcisłych biodrówkach, Megan Fox mokra wychodzi z jeziora, Megan Fox eksponuje na łóżku nogi, Megan Fox całuje się z dziewczyną – tak mniej więcej mogłyby wyglądać napisy na plakacie reklamującym “Jennifer’s Body”. Zresztą do kina ruszyły też kobiety, bo przecież kochają się obserwować i oceniać; musiały zobaczyć ten obiekt fantazji milionów. Poza tym Megan miała tam pokazać trochę aktorstwa w odróżnieniu od “wypinania dupy i ucieczek przed wybuchami” w filmie Bay’a. Wygląda jednak na to, że film stał się wszystkim po trochę czyli de facto niczym.

Wreszcie nadszedł dzień, w którym mogłem uraczyć się nowym tworem Jima Jarmuscha. Na samym wstępie napiszę, że jestem entuzjastą jego kina, co całkowicie pozbawia mnie obiektywizmu. Powszechnie wiadomo, że reżyser jest kwintesencją ascezy we współczesnym kinie, a mimo to zdołał pójść krok dalej tym razem. Do obecnej w „The Limits of Control” surowości nie przyzwyczaiły mnie nawet takie obrazy jak „Dead Man” czy „Stranger Than Paradise”.

Dziś wyjątkowo prezentuję znaleziony przez Przybora BGW internetowy majstersztyk.

Zapraszam na film i recenzję.
Do internetu wyciekł 5-minutowy trailer nowego filmu Michaela Winterbottoma (słynne 9 songs) pod tytułem The Killer Inside Me. Casey Affleck gra znudzonego szeryfa małej mieściny, któremu odpierdala i zaczyna mordować ludzi. Oprócz niego w filmie gra piękna Jessica Alba, która w trailerze dostaje…
Całkiem na bossie ten trailer. Został zmontowany po to by film sprzedać do studia, więc pewnie zniknie po chwili z internetu. Oglądajcie póki można.

The following is a work of fiction.
Any resemblance to persons living or dead is purely coincidental.Especially you Jenny Beckman.
Bitch.
Ani tytuł (lewy sercowy), ani plakat (poniżej), ani opis fabuły (A beleaguered small-business owner gets a harmonium and embarks on a romantic journey with a mysterious woman.), ani trailer (no, może troszeczkę), ani nazwisko reżysera (paul thomas anderson), ani TYM BARDZIEJ nazwisko sandler (adam sandler), nie są w stanie przygotować widza na ten film.

Ja spróbuję, choć może to zaowocować (dla czytelnika) nieznaczną utratą tych pięknych odczuć jakich doświadczyłem oglądając to dzieło.
Zapowiedź specjalna, z okazji wydania nowego plakatu.

Nowy film braci Coen zapowiada się świetnie. Nie dość, że jest wydarzeniem każdego festiwalu filmowego od 12 września bieżącego roku, to jeszcze ma piękny trailer. Rytmiczny, paranoidalny i prześmieszny.
Polska premiera w pierwszym kwartale 2010 roku. Polski tytuł nie został jeszcze wymyślony.
Ostatnio magazyn Entertainment Weekly ogłosił listę dwudziestu najlepszych horrorów powstałych po roku 89′. Na czele listy znalazł się japoński “Audition“ Taakashiego Miike. Dla mnie osobiście bardziej pasował by tutaj “thriller” ale to już kwestia szczegółów. Ważne jest jedno: jeśli chcesz się bać – “Audition” nie jest dla ciebie; jeśli chcesz cycków i flaków – “Audition” nie jest dla ciebie; jeśli chcesz filmu, który buduje napięcie i igra z widzem do samego końca – “Audition” cię nie zawiedzie.

Na 20 Maja 2011 przewidywana jest premiera nowej superprodukcji Marvel Studios. Będzie nią adaptacja znanego i szanowanego komiksu “Thor” opisującego losy tytułowego syna Odyna zesłanego na Ziemię by walczyć swoim młotem o ludzkość i Asgard. W komiksowe role wcielą się: Chris Hemsworth jako Thor, Tom Hiddleston w roli Loki i Natalie Portman – Jane Foster. Ostatnio podpisano także kontrakt na rolę Odyna i będzie nim Anthony Hopkins.
Scenariusz został napisany przez Marka Protosevicha (I Am Legend) i Zacka Stentza a reżyserii podejmnie się Kenneth Branagh (Harry Potter i Komnata Tajemnic).

Tak, tak, Jim Jarmusch znowu w natarciu z kolejnym filmem wpisanym w swój specyficzny sposób w kanon kina drogi. Nie na darmo mówi się o nim jako ostatnim beatniku, w którego świadomości mocno utarło się dzieło Jacka Kerouacka “W drodze” – kultowa pozycja wśród buntowniczego, lubującego się w jazzie, alkoholu i narkotykach Beat Generation. Dość o tym, wróćmy do filmu. Czy będzie to typowa dla reżysera bezproduktywna podróż (patrz “Broken Flowers”, “Mystery Train”, “Stranger Than Paradise” etc.), to okaże się już 13 listopada 2009 (premiera w Polsce).

Do debiutu pełnometrażowego Sofii Coppoli podszedłem z dozą niepewności. Właściwie to nie tyle podszedłem, co “podchodziłem”, bo była to próba kilkukrotna. Z jednej strony fajnie, bo córka mistrza, poza tym dane mi było zobaczyć wcześniej “Między Słowami” – a to film conajmniej dobry. Z drugiej jednak, ten (w sumie sam nie wiem czemu) odpychający mnie tytuł, pastelowe kolory i Kirsten Dunst (nie jestem pewien, w którym momencie się do niej zraziłem – najpewniej przy okazji Spidermana, ale głowy sobie nie dam uciąć). Jednak ostatecznie się udało.
W roku 2009 Steven Soderbergh znów zahacza o temat polityki. Tyle tylko, że tym razem zmienia perspektywę. W roku minionym widział ją oczami rewolucji, historii i mitu; teraz widzi kryzys gospodarczy, historię najnowszą i ostatnie wybory w USA. Widzi to oczami ekskluzywnej dziwki. Dziwki granej przez młodziutką gwiazdę porno. Dobrze sie zapowiada, prawda? Niestety film jest nieudany.

Nie wierze, że ktoś dziś (w czasach Tarantino i Rodrigueza), nie wie co to Grindhouse, bądź nie obiło mu się to o uszy. Zamieszcze jednak małe wyjaśnienie, w razie wizyty filmowych ignorantów.
Terminem “grindhouse” określano kina specjalizujące się w projekcjach niskobudżetowych produkcji klasy B, głównie tzw. exploitation movies . Częstą praktyką, w tego typu kinach, było wyświetlanie dwóch-trzech filmów oddzielonych trailerami kolejnych obrazów zdominowanych przez sex (sexploitation), nazistów (naziploitation) bądź Afroamerykanów (blaxploitation), a wszystko podane w pięknym wulgarnym, krwawym i przede wszystkim kiczowatym stylu. Tego typu kina zniknęły całkowicie w latach 90. pod wpływem silnego rozwoju rynku kaset video.


Woody Allen napisał whatever works w późnych latach siedemdziesiątych. To właśnie ten okres (‘manhattan’ czy ‘annie hall’) uważany jest za najlepszy w jego karierze. Allen napisał go specjalnie dla jakiegoś tam aktora, ale ten zdechł, więc scenariusz wylądował w szufladzie. Teraz, po około 30 latach, gotowy film można zobaczyć w stanach już na dvd, a w polsce będzie można zobaczyć w kinach 16.10.2010 (premiera światowa: 22.04.2009).
Pięknie.

Uwielbiam niczego się po filmie nie spodziewać. Nic o nim nie czytać, nie znać żadnych opinii, nie wiedzieć nawet jakiego jest gatunku. Rzadko mi się to zdarza, ale polecam tak czasem zrobić. Pan Patrol powiedział, żebym to zobaczył i tak zrobiłem. Repo Man.
Wy też tak zróbcie. elo.


